11 lipca 1943 roku, w dzień prawosławnego święta Piotra i Pawła, rozegrała się jedna z najtragiczniejszych kart historii Wołynia - masakra Polaków w kościele Świętej Trójcy i Świętego Michała Archanioła w Porycku oraz w okolicznych miejscowościach. Wydarzenia te, znane jako Krwawa Niedziela, pochłonęły życie około 500 osób i stanowiły część szerszej akcji ludobójczej prowadzonej przez ukraińskie formacje OUN-UPA.
Dziś miasteczko Poryck nad Ługą, które przed II wojną światową liczyło blisko 2,5 tysiąca mieszkańców, właściwie nie istnieje. Tragiczne wydarzenia z 11 lipca 1943 roku odcisnęły na nim niezatarte piętno. Tego dnia oddział OUN-UPA, prawdopodobnie sotnia „Dowbusza”, dokonał mordów na ludności polskiej w liczbie około 500 osób. Przewodniczącym OUN-UPA na rejon Porycka był wówczas Mychajło Prociuk ps. „Chmara”. Mordowano Polaków w sposób bestialski, w tym osoby zgromadzone na Mszy świętej. W napadniętej świątyni zginęło ponad 200 osób, w tym proboszcz, ks. Bolesław Szawłowski, który został ciężko ranny, a następnie dobity.
Po zakończeniu pierwszej fazy mordu, sprawcy splądrowali zakrystię, rabując cenne przedmioty. Następnie wnieśli do kościoła pocisk artyleryjski i zdetonowali go, niszcząc wnętrze świątyni z lat 1774-1795, choć jej ściany i strop pozostały nienaruszone. Po wojnie władze radzieckie rozebrały kościół do fundamentów.
O zbrodniach popełnionych w Porycku opowiedział po wojnie w sądzie obwiniony Ukrainiec Ohorodniczuk vel Nikołaj Kwitkowśkyj: „11 lipca 1943 r. rano razem z grupą UPA liczącą około 20 ludzi wszedłem w czasie mszy św. do kościoła w m. Pawłowka (Poryck) iwanickiego rejonu, gdzie w ciągu trzydziestu minut, wraz z innymi, zabiliśmy obywateli narodowości polskiej. W czasie tej akcji zabito 300 ludzi, wśród których były dzieci, kobiety i starcy. Po zabiciu ludzi w kościele w Pawłowce, udałem się z grupą do położonej w pobliżu wsi Radowicze oraz polskich kolonii Sadowa i Jeżyn, gdzie wziąłem udział w masowej likwidacji ludności polskiej. W wymienionych koloniach zabito 180 kobiet, dzieci i starców.”
W Krwawą Niedzielę 11 lipca 1943 r. doszło do dobrze przygotowanej, zorganizowanej, zbrodniczej akcji oddziałów OUN-UPA, które jednocześnie spacyfikowały 99 polskich wsi, mordując okrutnie kilka tysięcy Polaków, przeważnie niewinnych kobiet, dzieci i ludzi w podeszłym wieku. Mordy trwały przez następne dni, tygodnie, miesiące i lata.

Po wojnie władze radzieckie rozebrały kościół w Porycku do fundamentów. Zachował się jedynie zdewastowany cmentarz parafialny, który został odrestaurowany i ogrodzony przez byłych parafian, Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Stowarzyszenie Upamiętnienia Polaków Pomordowanych na Wołyniu z Zamościa. Na terenie cmentarza w Porycku stanął w 1991 r. symboliczny pomnik i krzyże poświęcone ku czci zamordowanych Polaków (1995 r.).
Uroczysta Msza święta 11 lipca 2003 r., sprawowana pod przewodnictwem kard. Mariana Jaworskiego ze Lwowa oraz bp. Macjana Trofimiaka z Łucka, zgromadziła na wspólnej modlitwie o pojednanie setki Polaków i Ukraińców. Obecni byli Prezydenci Polski i Ukrainy, korpus dyplomatyczny, urzędnicy kościelni i państwowi, naoczni świadkowie wydarzeń i rodziny pomordowanych.
Niestety, wiele wyrżniętych wsi i kolonii polskich z terenu gminy Poryck nie istnieje dziś nawet na mapie. Do parafii Poryck należały następujące miejscowości: Poryck, Buszkowicze, Gruszów, Holenderia, Janiewicze, Jeżyn, Kłopoczyn, Kuczków, Lachów, Łysa Góra, Marysin, Milatyn, Nowo-Lachów, Oryszcze, Orzeszyn, Pawłówka, Poryck Stary, Przesławicze, Radowicze, Rykowicze (wieś i folwark), Samowola, Szczeniutyn: Wielki i Mały, Trubki, Wolica, Zielona, Żaszkiewicze: Nowe, Stare.
Dopiero 22 lipca 2016 r. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej podjął uchwałę, w myśl której dzień 11 lipca stał się Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Na ten dzień ofiary ludobójstwa, Męczennicy Wołynia i Kresów, czekali długie 73 lata.
Historia Porycka i jego mieszkańców jest nierozerwalnie związana z losami wielu rodzin, w tym rodziny Jezierskich. Ignacy Jezierski, urodzony około 1820 r. na Podlasiu Lubelskim, przybył do Porycka w 1840 r. i rozpoczął pracę u hrabiego Czackiego, gdzie z czasem został marszałkiem dworu. Otrzymał od hrabiego dom z ogrodem w Starym Porycku i ożenił się z Antoniną, córką rządcy. Mieli pięcioro dzieci: Marię, Józefa, Franciszka, Bronisława i Anastazję.
Losy dzieci były różne. Maria wyszła za mąż za Tura herbu Korczak i zmarła w Krakowie. Emilia wyjechała do Rosji i po rewolucji ślad po niej zaginął. Franciszek zmarł w młodym wieku. Bronisław zginął na wojnie rosyjsko-japońskiej. W domu pozostał dziadek Józef Jezierski (ur. 1864 r.), który odziedziczył majątek po rodzicach. Pracował w majątku hrabiego Czackiego jako kołodziej. Ożenił się z Jadwigą Ulanowską i razem z matką Antoniną zamieszkali w rodzinnym domu.
Ich syn, Aleksander Jezierski (ur. 1898 r.), do 1915 r. uczył się w szkole rolniczej. Po ukończeniu szkoły pracował w majątku Stary Poryck. Wraz z rodziną, uciekając przed frontem zbliżającym się do Porycka podczas I wojny światowej, w 1916 roku udał się w głąb Rosji. Tam pracował w cukrowni wraz z ojcem Józefem i bratem Kazimierzem. W 1917 r. Aleksander został powołany do carskiej armii, skąd po pół roku uciekł. Od 1919 r. Kazimierz służył w polskim wojsku. Po rozbrojeniu przez Niemców, obaj bracia wrócili do Gniewania.
W 1919 r. bolszewicy powołali Aleksandra i Kazimierza Jezierskich do Armii Czerwonej. Pułk został przeniesiony na polski front, gdzie Polacy byli zmuszani walczyć przeciwko swoim rodakom. Kazimierz z kilkoma kolegami przeszedł na polską stronę. Aleksander również planował przejście frontu, ale pułk został przeniesiony na Wołyń.
W maju 1920 r., w czasie ofensywy Piłsudskiego na Kijów, rodzina Jezierskich wróciła do Starego Porycka. Niestety, Kazimierz Jezierski zaginął. Po powrocie bolszewików do Porycka latem 1920 r., rodzina zamieszkała w swoim domu. Józef Jezierski prowadził warsztat kołodziejski, a z czasem Józef i Aleksander rozpoczęli pracę w Macierzy Szkolnej jako instruktorzy.
W 1929 r. Aleksander Jezierski ożenił się z Kazimierą Bańcer, córką ogrodnika pracującego u hrabiego Czackiego. Zamieszkali w Starym Porycku. W 1930 r. urodził się ich syn Ryszard, a rok później Mieczysław. W 1936 r. Aleksander zbudował dom w Pawłówce-Porycku, gdzie młoda rodzina się przeprowadziła. Aleksander założył warsztat stolarski, prowadził gminę Poryck i był naczelnikiem straży pożarnej.
W lipcu i sierpniu 1939 r., w obliczu zbliżającej się wojny, rodzina Jezierskich spędzała wakacje u dziadków Bańcerów na Ziemi Łowickiej. Kilka dni przed 1 września wrócili do Porycka. Po wkroczeniu wojsk sowieckich 20 września 1939 r., miejscowi nacjonaliści ukraińscy rozbroili posterunek policji, aresztując policjantów i członków Związku Strzeleckiego. Sowieci zajęli pałac hr. Czackich i okoliczne budynki. NKWD ulokowało się w dawnym budynku policji.
W szkole wprowadzono naukę języka rosyjskiego. Zima 1939-40 była ciężka dla Polaków, rozpoczęły się wywózki na Syberię. Rodzinę Jezierskich uchronił fakt, że Aleksander założył spółdzielnię stolarską i powiesił portret Lenina. Mimo to, kilka polskich i ukraińskich rodzin zostało wywiezionych.
W przeddzień wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej, 21 czerwca 1941 r., do Porycka wkroczyły wojska niemieckie. Od lipca 1941 r. stacjonował tam garnizon niemiecki. Pod koniec czerwca 1943 r. garnizon został wycofany, co przesądziło o losie polskich rodzin. Społeczność żydowska, stanowiąca 50% mieszkańców, została wymordowana przez Niemców i Ukraińców już w 1942 r. Poryck został spalony w 80%. Rodzina Jezierskich zamieszkała w baraku wraz z ukraińskimi rodzinami ze spalonej Pawłówki.

Wspomnienia te, choć fragmentaryczne, ukazują złożoność losów Polaków na Kresach Wschodnich w burzliwym okresie II wojny światowej, a także tragiczne skutki działań nacjonalistycznych.
tags: #bogdan #komornik #gorajec