Polski podróżnik Mariusz Majewski wrócił do kraju po trzech miesiącach pobytu w więzieniu w Demokratycznej Republice Konga. Trafił tam za rzekome szpiegostwo i dostał wyrok dożywocia oraz 10 mln dolarów grzywny. W więzieniu w Kongu przeżył prawdziwy horror: to, że udało mu się przeżyć i wrócić do Polski, uważa za cud.
Uwolniony z kongijskiego więzienia polski podróżnik Mariusz Majewski we wtorek szczęśliwie wrócił do kraju. - Czuję się zadowolony, że jestem już w domu. To, że jestem dzisiaj żywy, uważam za cud. Przeżyłem bardzo dużo w więzieniach w Kongu.

Polak został zatrzymany w lutym i skazany na dożywocie za rzekome szpiegostwo. Spędził w czterech kongijskich więzieniach trzy miesiące, przez długi czas był pozbawiony dostępu do leków i wody. W kongijskim więzieniu w Kinszasie polski podróżnik był w otoczeniu morderców i gwałcicieli i jedynego więźnia o białym kolorze skóry.
Mariusz Majewski jest członkiem klubu podróżnika "Traveler's Century Club". Pod koniec maja MSZ poinformowało, że Mariusz Majewski został uwolniony. Wcześniej podróżnik przez kilka tygodni przebywał w kongijskim więzieniu oskarżony o działania sabotażowe i szpiegostwo.
Gość Bogdana Rymanowskiego mówił w programie, że podczas drugiego dnia pobytu - 16 lutego - jechał na prowincję. - Zatrzymała nas kontrola drogowa, to była gwardia prezydencka. Po pokazaniu im paszportu zostałem aresztowany. Był w więzieniu DR Konga.
Okazało się, że sprawa może mieć związek z wizytą Andrzeja Dudy w Rwandzie. - Pan prezydent ciepło wypowiadał o stosunkach, jakie łączą nasze kraje, trochę nie bacząc na sytuację, jaka jest w regionie. Pytany przez prowadzącego o to, czy kraje są w stanie wojny, Majewski odpowiedział, że tak. - Kongo oskarżyło nas o dwulicowość. Jak dodał podróżnik, to rozwścieczyło tamtejszych mieszkańców, spalono Polską flagę, a Majewski został oskarżony o szpiegostwo.

Kiedy wydano wyrok skazujący, nasz prezydent zadzwonił do prezydenta DR Konga, jednak mam trochę żal o czas reakcji. To mogło być załatwione szybciej, trzy miesiące wcześniej.
Dodał, że warunki w więzieniu były trudne, przebywało tam ok. 15 tysięcy więźniów. Mariusz Majewski: Opowiem o drugiej hipotezie ws.
Podróżnik przyznał, że jest jednak wdzięczny polskiemu prezydentowi i MSZ za uwolnienie. - Chciałbym jednak poruszyć jeszcze inny wątek w tym kontekście, bo to jest oficjalna wersja. Ja chciałbym opowiedzieć o drugiej hipotezie dotyczącej mojego uwolnienia - do naszej rodziny zgłosił się człowiek - pan Krzysztof z Warszawy - i chciał nam pomóc. Tę propozycję przyjęła nasza ciocia Renata. Dowiedziała się, że on czytał mojego bloga. On powiedział, że zna osobę, która mogłaby pomóc, bo ma duże wpływy w Afryce - tłumaczył.

Podróżnik przyznał, że później odbyła się rozmowa online, w której uczestniczył wspomniany pan Krzysztof, pani Nadia i "osoba z bliskiego otoczenia prezydenta". - Rozmawiali o mnie, że mam rodzinę, jestem podróżnikiem, znalazłem się w trudniej sytuacji. Połączono się również z szefem więzienia, w którym byłem.
Prowadzący pytał, czy sama przeprawa i wybór kierunku nie był ryzykowny. - To tak jakby pan zapytał alpinistę, po co zdobywa kolejny szczyt. Jest coś takiego silniejszego od nas, co pcha nas w miejsca, których nie znamy - wyjaśnił. Dodał jednak, że "to było straszne i pouczające doświadczenie".
Strona polska zapewniła Demokratyczną Republikę Konga, że Majewski nie jest szpiegiem ani terrorystą, lecz zwykłym podróżnikiem. Po interwencji polskich władz i rozmowach dwustronnych między Polską a Demokratyczną Republiką Konga Polak został uwolniony i trafił najpierw do konsulatu w Brukseli, a we wtorek po południu przyleciał do Warszawy.
Mariusz Majewski dziękował przyjaciołom, rodzinie, dziennikarzom, Polskiemu Czerwonemu Krzyżowi, Kancelarii Premiera, szefowi MSZ, a także polskiej ambasadzie w Brukseli, polskiemu ambasadorowi w Angoli i Rwandzie oraz ambasadzie Belgii w Kongu. Podziękował też prezydentowi Konga za "zielone światło".
tags: #mariusz #majewski #dluznik