"Piąta kolumna" w Pabianicach: Działalność wywiadowcza i dywersyjna przed II wojną światową


Przedstawiamy artykuły publikowane w Życiu Pabianic w latach 50. i 80., które rzucają światło na działalność tzw. "piątej kolumny" w Pabianicach latem 1939 roku.

Na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej, admirał Canaris, szef wywiadu hitlerowskiego, zorganizował w Polsce tzw. "piątą kolumnę", wciągając do niej obywateli polskich pochodzenia niemieckiego. Celem tej organizacji było zbieranie materiałów szpiegowskich - cywilnych i wojskowych - poprzez sieć komórek rozsianych po całym kraju, a także przeprowadzanie akcji dywersyjno-sabotażowych tam, gdzie było to potrzebne.

W Pabianicach sytuacja przedstawiała się gorzej niż w innych miastach Polski. Działała tu większa komórka "piątej kolumny", posiadająca dobrze przeszkolone kadry, wyposażona w broń, materiały wybuchowe, radiostację nadawczo-odbiorczą, aparaty fotograficzne itp. "Piąta kolumna" w Pabianicach była obsługiwana przez inspektorów i referentów przyjeżdżających z Niemiec do Łodzi i Pabianic pod pretekstem załatwiania różnych spraw handlowych. Częste wyjazdy pabianickich "handlowców" na wystawy i targi do Lipska budziły uzasadnione podejrzenia.

W następstwie wycieczki młodzieży niemieckiej do Berlina i na targi lipskie, doszło w Pabianicach do głośnej afery związanej ze zwalnianiem z wojska poborowych. Synowie miejscowych fabrykantów poddawali się nielegalnemu zabiegowi lekarskiemu, polegającemu na wstrzykiwaniu do jąder płynnej parafiny, co miało na celu powiększenie jąder. W takim stanie zdrowia poborowy łatwo uzyskiwał odroczenie lub całkowite zwolnienie z wojska.

W sukurs "piątej kolumnie" w Pabianicach przyszedł niejaki Obrębski, zwolennik narodowego socjalizmu. Jego działalność wywołała pewne zamieszanie i rozróbę, a nawet ukazały się dwa numery dwutygodnika "Świt" - organu jego "partii". Była to inicjatywa ambasadorska III Rzeszy w Warszawie. Drugi nurt narodowego socjalizmu, który pojawił się w Pabianicach wkrótce po nieudanej prowokacji Obrębskiego, związany z przekształceniem Narodowej Partii Robotniczej w partię narodowo-socjalistyczną, przyniósł wiele korzyści "piątej kolumnie" w Pabianicach.

W witrynie sklepowej członka partii narodowo-socjalistycznej, składającej materiały piśmienne, zaczęły ukazywać się "Der Stürmer" i "Völkischer Beobachter", czołowe gazety Adolfa Hitlera. Na skutek alarmu wszczętego przez "Prawdę Pabianicką", sprzedaż tych gazet w sklepie ustała. Nie ustała jednak propaganda faszystowska, a wraz z nią antykomunistyczne i antyżydowskie hasła w partii.

Korzenie hitleryzmu sięgały wszystkich stowarzyszeń i organizacji niemieckich, nie wyłączając gimnazjum. Najbardziej przesiąkniętym ideologią Hitlera było towarzystwo gimnastyczne "Turnverein", gdzie gromadziła się cała niemiecka młodzież miasta. Klub piłki nożnej o polskiej nazwie "Burza" oraz stowarzyszenie śpiewacze "Św. Cecylia" wykazywały dużą inicjatywę jako narzędzia hitleryzmu.

W drogerii Schmidta, przy ulicy Na Majówkach, we wsi Markówka, przyjezdni prelegenci wygłaszali odczyty gloryfikujące Hitlera jako posłannika germanizmu i męża opatrznościowego Niemiec. Zbieraniem materiału szpiegowskiego i sabotażem w Pabianicach i okolicy trudnili się Bliege i Haman, których w pierwszych dniach okupacji widziano na ulicy w czarnych esesmańskich mundurach.

Reakcja władz państwowych na tę wrogą działalność przeciwko Polsce była prawie żadna. Pabianicka policja wiedziała o tym wszystkim i patrzyła na to przez palce. Osobiście informowano agenta policji politycznej Niziurskiego o drogerii Schmidta, a następnie dzielnicowego, przodownika Olejnika, o funkcjonującej przy ulicy Legionów (obecnie Partyzancka) radiostacji hitlerowskiej. Przy ulicy Karniszewickiej niektórzy zwolennicy Trzeciej Rzeszy jawnie i głośno grozili Polakom: "Pabianice są miastem niemieckim, bo Niemcy przelali o nie krew w 1914 r." (aluzja do cmentarza wojskowego w parku Wolności z pierwszej wojny światowej). "Jak przyjdzie Hitler - to polskimi łbami będziemy brukować ulice".

Atmosfera Pabianic, naładowana antypolską działalnością "piątej kolumny", była wysoce napięta. Obojętne stanowisko władz rządowych wobec panoszącego się hitleryzmu potęgowało antyhitlerowskie nastroje wśród polskich mieszkańców miasta.

Na początku sierpnia 1939 roku uformował się samorzutnie pochód z Heleną Salską na czele i przeszedł ulicami miasta. Na ulicy Złotej (obecnie Kolbego) demonstranci zdemolowali piwiarnię Zacheja, znanego hitlerowca. Wznoszono okrzyki "Precz z Hitlerem", "Niech żyje Polska". W końcowym etapie marszruty pochód zatrzymał się przed siedzibą "Turnverein", przy ulicy Pułaskiego, gdzie odbywało się zebranie miejscowej Hitlerjugend. Po wyłamaniu drzwi wejściowych zastano tam tylko syna księgarza Keila (pozostali uczestnicy zebrania uciekli). Syn Keila wobec tłumu wzniósł prowokacyjny okrzyk "Heil Hitler" z jednoczesnym podniesieniem ręki do góry. Uciekającego ulicą Narutowicza Keila dogonili bracia Marczakowie.

Kilka dni po tym pochodzie rozeszła się w mieście pogłoska, iż rzekomo w portierni fabryki chemicznej (właściciel Szwajcar) wiszą portrety Hitlera. W niespełna pół godziny przed fabryką zebrał się tysięczny tłum robotników. Oczywiście portretów Hitlera nie znaleziono. Była to prowokacja "piątej kolumny" szyta grubymi nićmi.

W drugiej połowie sierpnia w bufecie parku Wolności bawili się wesoło pabianiccy hitlerowcy w towarzystwie instruktora "piątej kolumny" z Łodzi. Przy wódce i piwie śpiewano "Wacht am Rhein", "Horst Wessel" i inne pieśni sławiące hitlerowski narodowy socjalizm i Wehrmacht. O północy gość z Łodzi wezwał telefonicznie z miasta taksówkę. Kierowca taksówki, pabianiczanin, czekając przed bufetem na pasażera, słyszał coś z tego, co się tam działo. W drodze do miasta, w samochodzie, łódzki hitlerowiec złorzeczył Polsce, podśpiewując sobie przy tym "Horst Wessel". Taksówka, zamiast pojechać do Łodzi, stanęła przed komisariatem policji. Aresztowany hitlerowiec stanął nazajutrz przed sędzią śledczym. Epilog: zwolniony z aresztu do sprawy.

W dniu 31 sierpnia, w godzinach poobiednich, specjalny kurier starostwa w Łasku przywiózł do Pabianic na motocyklu zarządzenia mobilizacyjne. Grube pakiety afiszy mobilizacyjnych, wykazów i list mieściły się w płóciennym worku, opatrzonym pieczęciami starostwa. Po otwarciu worka okazało się, ku rozpaczy urzędnika magistratu, że były to afisze dotyczące mobilizacji koni w Wadlewie. Poszły w ruch telefony. Starostwo wyjaśniło z ubolewaniem, że zaszła tu przez niedopatrzenie "omyłka". Pabianicka mobilizacja ludzi poszła do Wadlewa, a "konie wadlewskie" do Pabianic. Dopiero w godzinach wieczornych urzędnicy magistratu na gwałt rozlepiali właściwe afisze na murach miasta. Nie darmo w starostwie łaskim na stanowisku referenta wojskowego urzędował szwagier szewca Műnnicha z ulicy Złotej.

Już rankiem 1 września posypały się na stację kolejową bomby hitlerowskiej Luftwaffe. Z miasta spiesznie odjeżdżali do swych pułków zmobilizowani rezerwiści, żegnani przez bliskich. Wielu rezerwistów starszych roczników nie zostało objętych mobilizacją dzięki wrogiej, udanej akcji "piątej kolumny". Niemobilizowani komuniści pabianiccy udali się pieszo do PKU w Łasku z żądaniem zaciągnięcia ich do wojska, skąd wrócili do domu z kwitkiem.

W mieście panował nastrój wysoce patriotyczny, pełen optymizmu, bez względu na różnice przekonań politycznych. Ochrona przeciwlotnicza zajęła swe posterunki. W całym mieście przystąpiono do kopania rowów przeciwlotniczych. Zaopatrywano ludność w maski przeciwgazowe, których było bardzo mało.

Na pogodnym, wrześniowym niebie sunęły eskadry bombowców hitlerowskich. Syreny fabryczne huczały przeraźliwie. "Piąta kolumna" ruszyła do ataku na szeroką skalę. Na dachach domów pojawiły się umowne znaki sygnalizacyjne: dzienne i nocne (świetlne) dla lotnictwa niemieckiego.

Drugiego dnia wojny, w sobotę, "piąta kolumna" w Pabianicach pokazała swe drapieżne kły. W późnych godzinach wieczornych rozeszła się alarmująca pogłoska, jakoby w mieście zostały puszczone przez Niemców gazy trujące (fosgen). Przerażeni mieszkańcy szukali ratunku w prowizorycznych maskach przeciwgazowych - tamponach, sporządzonych z kawałka szmaty polanej wodą lub moczem ludzkim. Pogłoska ta okazała się zwykłą prowokacją.

W godzinach popołudniowych tegoż dnia samoloty hitlerowskie zrzuciły na stację kolejową drugi ładunek bomb kruszących. Ofiar w ludziach nie było. Przed samym wieczorem przez miasto przeciągnęły silne kolumny polskich tankietek o jednoosobowej załodze oraz tabory - zwykłe wozy chłopskie, kierujące się na front szosami łaską i piotrkowską.

Mimo że pierwsze oddziały Wehrmachtu wkroczyły do Pabianic 8 września 1939 roku, społeczeństwo miasta doświadczyło barbarzyństwa hitlerowskiego już kilka dni wcześniej za sprawą miejscowych Niemców zrzeszonych w Partii Młodych Niemców (Jung Deutsche Partei) i Niemieckim Związku Ludowym w Polsce (Deutscher Volksverband in Polen).

W Pabianicach, podobnie jak w innych miastach łódzkiego okręgu przemysłowego, zamieszkiwała spora, licząca około 6,5 tysiąca osób, mniejszość niemiecka. Warunki bytu tej grupy narodowościowej w okresie międzywojennym były na ogół dobre. Niemcy byli właścicielami pabianickich zakładów przemysłowych, stanowili w nich znaczną część aparatu kierowniczego, obejmowali dobrze płatne stanowiska w nadzorze technicznym i byli licznie reprezentowani wśród najlepiej wynagradzanych robotników wykwalifikowanych. Mniejszość niemiecka dysponowała dużą swobodą w zakresie działalności społeczno-kulturalnej i politycznej. Bez przeszkód ze strony polskiej zakładano własne organizacje kulturalne, sportowe, młodzieżowe i czysto polityczne.

Liberalna polityka władz wobec mniejszości niemieckiej nie została jednak odwzajemniona lojalnym stosunkiem Niemców wobec państwa polskiego. W Pabianicach dotyczyło to w pierwszym rzędzie oddziałów DVV i JDP, z których pierwszy powstał w marcu 1934 roku, a drugi w styczniu 1935 roku. Przewodniczącym miejscowego oddziału Deutscher Volksverband in Polen, dysponującego lokalem organizacyjnym przy ulicy Chłodnej 7, był przed wybuchem wojny Richard Sprah. Pabianicka organizacja DVV obejmowała swoim zasięgiem - poza miastem - także wsie: Dąbrowa, Gospodarz, Ksawerów, Rokitnica, Rypułtowice i Wola Zaradzyńska. Jung Deutsche Partei miała swoją siedzibę przy ulicy Zachodniej 38 (obecnie Curie Skłodowskiej).

Początkowo działalność DVV i JDP polegała głównie na budzeniu ducha niemieckiego wśród członków i osób nie zrzeszonych w organizacjach. O rozmachu akcji propagandowo-werbunkowej obu prohitlerowskich organizacji świadczą wspomnienia jej uczestników. W opublikowanym już podczas okupacji artykule wspominali oni: "Zarówno studenci, inteligenci, jak i pracownicy fizyczni, wychodzili co tydzień w okolice werbując ludzi dla narodowego socjalizmu. Kto nie był skrajnym materialistą, ten powoli zrozumiał sens wszechogarniającego nas celu".

W okresie, gdy stosunki polsko-niemieckie uległy gwałtownemu pogorszeniu, zarówno DVV, jak i JDP podjęły przygotowania do działalności szpiegowskiej, dywersyjnej i sabotażowej skierowanej przeciwko państwu polskiemu. Pabianickie oddziały obu organizacji rozpoczęły tajną akcję szkolenia swych członków i sympatyków w posługiwaniu się bronią. Ćwiczenia te prowadzili miejscowi niemieccy rezerwiści Wojska Polskiego, a także specjaliści - emisariusze przybywający z III Rzeszy. Ponadto członkowie DVV i JDP udawali się do Niemiec, gdzie w ośrodkach wywiadu odbywali kursy dywersyjne. Po powrocie do Pabianic obejmowali funkcje instruktorów grup sabotażowo-dywersyjnych. Ćwiczenia wojskowe i szkolenia dywersyjne odbywały się na terenie pobliskich wsi zamieszkanych przez ludność niemiecką, m.in. w Tereninie, Ksawerowie, Rokitnicy, Markówce.

Antypolska działalność wspierana była finansowo z zewnątrz. Polscy urzędnicy pracujący w urzędzie pocztowym w Pabianicach kilkakrotnie zwracali uwagę naczelnikowi tej placówki na podejmowane co tydzień przesyłki pieniężne adresowane na ręce R. Schmidta, przywódcy JDP w Pabianicach. Niestety, władze polskie, obawiając się zadrażnień w stosunkach polsko-niemieckich, nie wyciągały z tego faktu żadnych wniosków. Brak reakcji ze strony Policji Państwowej rozzuchwalił miejscowych hitlerowców, którzy działali z prowokującą bezczelnością. Na terenach tej gminy widziano również nocne ćwiczenia z bronią. W samych Pabianicach poczucie bezkarności miejscowych hitlerowców wyrażało się w pogardliwym stosunku do Polaków i państwa polskiego, używaniu w instytucjach publicznych języka niemieckiego, organizowaniu zebrań i spotkań, na których uprawiano antypolską propagandę.

Przedwojenny dziennik "Echo" informował o trudnych relacjach polsko-niemieckich w Pabianicach. Nielojalni obywatele kraju: niejaki Majer Ryszard, stały mieszkaniec Pabianic, urodzony w Polsce, zamieszkały przy ulicy Młynarskiej 16, publicznie wyraził się obraźliwie o Polakach. Drugi podobny wypadek miał miejsce przy ulicy Świętokrzyskiej 44, gdzie niejaka Zajfowa ubliżała tamtejszemu mieszkańcowi Majkowskiemu Wacławowi, dopuszczając się ponadto obelgi słownej wobec Narodu Polskiego. Stały mieszkaniec Pabianic, niejaki Józef W., zamieszkały przy ulicy Leśnej, aresztowany został przez policję za obrazę Narodu Polskiego. Wyrodny syn Ojczyzny został odstawiony do Łodzi, gdzie osadzony został w więzieniu śledczym do dyspozycji władz sądowych.

W dawnym miejskim kinie "Nowości", mieszczącym się w Domu Ludowym przy ulicy Kościuszki 14, odbył się wielki wiec. Do licznie zgromadzonych słuchaczy przemawiało kilku mówców, którzy omawiając obecną sytuację polityczną w świecie i szczególną rolę, jaka przypadła Polsce, nawoływali do solidarności, jedności i wytrwania. Wskazano przy tym na szkodliwą działalność niemieckiej mniejszości narodowej w Pabianicach, która dzięki protekcjom opanowała niemal całkowicie wszystkie dobrze płatne stanowiska w dużych firmach pabianickich, spychając Polaków do roli pariasów. Ludzie ci, pomimo protestów robotniczych, nadal zajmowali swoje dobrze płatne stanowiska w firmach. O zniemczeniu firm pabianickich świadczy fakt, że gdy pewien Polak ubiegał się o stanowisko w jednej z dużych miejscowych firm o obcym kapitale, został przez naczelnego dyrektora tej firmy poddany próbie, czy umie należycie mówić po niemiecku i czy czuje się Niemcem. Przyjęty za to został kto inny, kto umiał sprostać warunkom. Na zakończenie wiecu uchwalono szereg rezolucji, domagających się od najwyższych czynników rządowych usunięcia mniejszości niemieckiej z firm, biur i przedsiębiorstw pabianickich.

Propaganda nazistowska w Polsce przed II wojną światową

W okresie poprzedzającym II wojnę światową, działalność "piątej kolumny" w Pabianicach stanowiła poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Skala infiltracji, posiadane przez organizację środki i metody działania, a także obojętność części lokalnych władz, świadczą o skali problemu.

tags: #anna #zacheja #dluznik

Popularne posty: