Arkadiusz Skrzypaszek to postać, która na zawsze zapisała się w historii polskiego sportu. Jego triumf na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku, gdzie zdobył dwa złote medale w pięcioboju nowoczesnym, przyniósł mu uwielbienie całego kraju. Jednak po zakończeniu kariery sportowej, życie Arkadiusza Skrzypaszka potoczyło się w zupełnie innym kierunku, prowadząc go przez śmiałe inwestycje biznesowe, które zakończyły się wielomilionowymi długami i zarzutami oszustwa.
Na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie 29 lipca 1992 roku Arkadiusz Skrzypaszek zdobył dwa złote medale olimpijskie - indywidualny i drużynowy. Występ Arkadiusza Skrzypaszka na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie zakończył się wielkim sukcesem. Reprezentant Polski sięgnął po dwa złote medale w pięcioboju nowoczesnym - w zmaganiach indywidualnych i drużynowych (triumfował razem z Maciejem Czyżowiczem i Dariuszem Goździakiem). Rok wcześniej zawodnik cieszył się z mistrzostwa świata, które wywalczył w San Antonio.
W 1992 roku, na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie, 24-letni Arkadiusz Skrzypaszek został podwójnym złotym medalistą w pięcioboju nowoczesnym. Przystojny, uśmiechnięty, nieco nieśmiały i mało znany wówczas sportowiec błyskawicznie zyskał popularność. Odwiedzał szkoły i występował w telewizji. Pochodzący z Brzeszcz Skrzypaszek zrobił wielką, lecz nadzwyczaj krótką karierę. W późnym wieku zapoznał się pięciobojem nowoczesnym, by szybko odnieść w nim sukcesy. W 1991 roku zdobył mistrzostwo świata w rywalizacji indywidualnej w San Antonio, a także srebro drużynowo. Rok później podbił serca polskich kibiców zdobywając mistrzostwo olimpijskie zarówno indywidualnie, jak i drużynowo.
To był czas zmiany pokoleniowej w polskim pięcioboju nowoczesnym. Trenerem kadry był Zbigniew Pacelt, który kiedy zapytał, kto chce wywalczyć medal olimpijski, spotkał się z solidarną odpowiedzią całej kadry. Wszyscy podnieśli rękę. Wszyscy rozpoczęli katorżniczą pracę, która doprowadziła ich do sukcesów. Już w 1990 roku w Lahti Polacy zostali brązowymi medalistami mistrzostw świata w rywalizacji drużynowej. Rok później w San Antonio wywalczyli srebrny medal, a Skrzypaszek został mistrzem świata indywidualnie. Na igrzyska do Barcelony on wraz z Maciejem Czyżowiczem i Dariuszem Goździakiem jechali w roli faworytów. Po dramatycznym finale, bo rywalizację kończyła jazda konna, okazało się, że Skrzypaszek został mistrzem olimpijskim. Po złoto sięgnęła też drużyna.

Po zakończeniu kariery zdecydował się spróbować sił w biznesie. - W pięcioboju nie miałem możliwości zarobienia takich pieniędzy, żeby zabezpieczyć swoją przyszłość - mówił w rozmowie z "Przeglądem Sportowym". Rok później, w wieku 24 lat, postanowił zakończyć sportową karierę. Nie widział już siebie w sporcie, wtedy mistrzowie olimpijscy nie byli doceniani tak, jak dziś. Z sukcesem na IO nie wiązały się aż takie duże gratyfikacje ze strony PKOI czy też sponsorów. Stąd też trochę w pogoni za pieniądzem Skrzypaszek zaczął szukać swojego miejsca w biznesie.
Zaczął od show-biznesu, występował w programach telewizyjnych, w których dobrze zarabiał. W Telewizji Polskiej miał swój show, w którym mierzyły się gwiazdy sportu i estrady. Można było go też zobaczyć w "Bezludnej wyspie" u boku Niny Terentiew. Dla TVP produkował też programy. - To była mała firma, ale w życiu takich pieniędzy nie widziałem. Wcześniej byłem przekonany, że nigdy nie kupię mieszkania w Warszawie, takie były ceny. Za dwa złote medale olimpijskie otrzymałem, w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze 180 tys. zł, a mieszkania kosztowały dwa razy więcej. Tyle zarobiłem w biznesie przez trzy miesiące i zacząłem się zastanawiać, co do tej pory robiłem w sporcie - mówił Skrzypaszek w 2011 r. na łamach "Przeglądu Sportowego".
Później jednak zmienił branżę, gdyż ponoć miał dość bywania na bankietach itp. Zaczął działać w nieruchomościach. Pierwsza inwestycja była w Giżycku. Powstał tam amfiteatr, Galeon, w którym odbywały się "Mazurskie biesiady", na których występowały największe gwiazdy polskiej sceny muzycznej. Inwestycja upadła, gdyż, jak wyznał we wspomnianym wywiadzie, jego wspólnik okazał się niewypłacalny. - Straciłem wszystko. Zapłaciłem wysoką cenę za swoją łatwowierność. I nie chodzi o finanse, a o moje dobre imię, bo zostałem upokorzony - przyznał we wspomnianym wywiadzie.
W reportażu "SuperWizjera" pojawił się natomiast Mirosław Muła, szef firmy Yellow, który zainwestował w Olimpik AS Arkadiusza Skrzypaszka 60 tys. zł. - Mieliśmy wspólne koleżanki i te koleżanki się z Arkadiuszem bardzo przyjaźniły i powiedziały, że mają fajnego znajomego sportowca, który jest zainteresowany różnymi eventami, produkcjami dużymi. Arek miał wtedy taką cechę, może do tej pory ją ma, potrafił do siebie przekonywać ludzi, był strasznie wiarygodny. Byłem przekonany, że to jest ten człowiek, który był mi potrzebny do tego typu działania. Otwarty, cały czas uśmiechnięty, w tym siermiężnym czasie, taki typ już europejski - powiedział wspomniany mężczyzna w reportażu TVN.
Po tym, jak we wspomnianym Galeonie ruszyły imprezy, mistrz olimpijski miał zacząć płacić czynsz, zgodnie ze wcześniejszymi ustaleniami, ale nagle zniknął. - Biznes działał. Pieniądze się pojawiały, ale znikały, nie było żadnego rozliczenia ze mną, nie było rozliczenia z ludźmi, u których brał na kredyt te wszystkie materiały budowlane itd. - zaznaczył Mirosław Muła.
Wspomniany amfiteatr miał kosztować 1,5 mln zł. Skrzypaszek miał zainwestować 350 tys., 500 tys. pożyczono, a resztę miała dać firma Yellow, koszty rosły, a sportowiec był winny pieniądze nawet dyrektorowi Żeglugi Mazurskiej. Okazało się, że Skrzypaszek nie spłacał pożyczki zaciągniętej pod zastaw hotelu należącego do spółki Yellow należącej do Muły, przez co komornik go zlicytował. - Straciliśmy wszystkie nakłady i inwestycje na działce, straciliśmy nieruchomość, która była budowana za częściowo nasze pieniądze, na tamte czasy strata w granicach ok. 2,5 - 3 mln dol - wyznał Muła w "SuperWizjerze", nie ukrywał, że ma poczucie porażki, gdyż on stracił wszystko, a medalista olimpijski "nic, tylko dobre imię".

Po sprawie z Galeonem Arkadiusz Skrzypaszek miał się przyznać do tego, że ma długi, jednak po kilku latach wrócił i szukał nowych "jeleni" do kolejnych inwestycji. Kolejnym, który wypowiedział się we wspomnianym reportażu był Dariusz Kondys, przedsiębiorca z Podhala. Jemu Arkadiusz Skrzypaszek miał się przedstawić jako biznesmen z doświadczeniem i niemałym dorobkiem finansowym. Gdy zapytał go o to, na czym zarobił pierwszy milion, powiedział, że na przekształcaniu działek na Wilanowie, kupował rolne i przekształcał na budowlane pod koniec lat 90', czy też na początku lat 2000. Miał zarobić na tym 20 mln.
- Wydawał się człowiekiem, któremu można ufać, chociaż to zaufanie szybko minęło, bo jak wziął od nas 40/50 tys., to nie inwestował. Tylko jechał do Szczawnicy, hotel wynajmował i się dobrze bawił - wyznał wspomniany biznesmen w programie Jakuba Stachowiaka. Od niego mistrz olimpijski z Barcelony prawie osiem lat temu miał pożyczyć 200 tys. zł na kolejny projekt, holistyczne centrum. Kwoty nie spłacił, obecnie oddaje po 100 zł miesięcznie.
Skrzypaszek, gdy pożyczył pieniądze od pana Dariusza, miał już kilkumilionowe długi. To dlatego komornik mógł mu zająć zaledwie 100 zł, z jedynego dochodu, jaki miał były mistrz olimpijski, czyli olimpijskiej emerytury. Arkadiusz Skrzypaszek ponoć lubił się dobrze bawić i był przyzwyczajony do życia na czyjś rachunek. Latał nieswoimi samolotami, jeździł nieswoimi samochodami. Miał imprezować, a w jego towarzystwie zawsze były piękne kobiety. Tymi lubił się otaczać, miał trzy żony.
- Ośmieszył mnie, wyszedłem na głupka, takie życie. Pożyczyłem, chciałem, zafascynował mnie, też był mój błąd, czuję się jeleniem - dodał przedsiębiorca z Podhala.
Innym pomysłem na interes Arkadiusza Skrzypaszka była budowa sieci holistycznych, luksusowych ośrodków leczniczych i wypoczynkowych dla zamożnych. Mecenas Tomasz Beim pomagał mu w przygotowaniu koncepcji tego, czym ten projekt ma być, udokumentowania tego w model finansowy, wizji itp., co mogłoby stanowić podstawę do rozmów z inwestorami.
Zgodnie z tym projektem miały powstać w Polsce trzy takie miejsca: w Bieszczadach, w Osiecku pod Warszawą i na Podhalu, a koszt inwestycji wyceniono na 860 mln euro. Szacowano, że do końca 2025 r. inwestorzy z samej sprzedaży apartamentów mieliby zarobić ponad miliard euro. Inwestycja jednak stanęła z powodu braku pieniędzy, a nieruchomości w Osiecku pod Warszawą zostały zlicytowane przez komornika.

W jego sidła wpadł też inny biznesmen, który wydaje się na interesach ze sportowcem, stracił najwięcej. - Skrzypaszek przyjechał na początku jakby z wizją inwestycji do zrealizowania, przedstawić, że jest w trakcie załatwiania finansowania. Biznes polegał na tym, że ja będę generalnym wykonawcą budowy tego osiedla. [...] Tam miało powstać ok. 150 tys. metrów kwadratowych powierzchni deweloperskiej. To była inwestycja wtedy liczona na ponad miliard złotych, plus do tego proponował mi 20 proc. udziału w całym przedsięwzięciu - wyznał mężczyzna, który w programie "SuperWizjer" nie pokazał twarzy, nie zdradził też swojego nazwiska.
- Na początku wydawał się wiarygodny [...] W trakcie wyszło później, że nagle pan Skrzypaszek ma problemy finansowe. Na tę okoliczność, pierwsze, pożyczyłem panu Skrzypaszkowi pół miliona, później okazało się, że pan Skrzypaszek nie ma z czego żyć, przelewałem mu na konto firmy. Pieniądze 10, 20 tys. czasem 30 tys. Jak nie robiłem przelewu, przyjeżdżał, zabierał gotówkę, bo mówił, że przy okazji jest tutaj, może podjechać, no i dostawał te pieniądze - mówił wspomniany biznesmen w "SuperWizjerze". Do mężczyzny Skrzypaszek przyjeżdżał ponad rok, ten go utrzymywał, dał mu samochód marki BMW 7, którym jeździł też praktycznie rok. Mężczyzna wpadł w zastawioną na siebie pułapkę, wyliczył, że na interesach z mistrzem olimpijskim z Barcelony stracił ponad 6 mln złotych, plus firmę, która miała kontraktów na ponad 100 mln i też upadła [...], plus 30 mln kar umownych z inwestycji, które prowadził.
Mecenas Jolanta Turyczynowicz-Kieryłło, razem z mecenasem Tomaszem Beimem, miała pomóc mistrzowi olimpijskiemu z Barcelony wskrzesić upadły projekt holistycznego centrum. Początkowo oboje mu zaufali. Jej zdaniem Arkadiusz Skrzypaszek był osobą "szarmancką, która prezentowała im się jako kandydat niemalże do wspólnego życia". Częstokroć podczas rozmów o inwestycjach płakał krokodylimi łzami, co miało dodawać mu wiarygodności. Uwierzyła w budowę ośrodków i, gdy razem z Tomaszem Beimem sprawdzali dokumenty, na jaw wyszły problemy finansowe sportowca.
- Z dokumentów które pozyskaliśmy, wynika, że pieniądze pozyskane cele inwestycyjne, to jest przeszło kilkadziesiąt mln zł. Gdyby tam pojechać, na miejsce inwestycji, to jest tam łąka, parę drzew i kilka budynków w stanie surowym, wybudowanych za kredyt w jednym z banków. [...] - powiedziała prawniczka w "SuperWizjerze". Spółki powiązane ze sportowcem pożyczały lub pozyskiwały pieniądze od inwestorów. Kwoty nierozliczone z odsetkami to nawet 100 mln zł.
Jolanta Turyczynowicz-Kieryłło założyła fundację dla osób oszukanych przez Skrzypaszka. Nie ukrywa, że liczba pokrzywdzonych rośnie. A mowa jest o kolosalnie wysokich kwotach.

Sam Arkadiusz Skrzypaszek nie postrzega siebie jako "oszusta". Zapytany przez Jakuba Stachowiaka, o to, czy jest wizjonerem, pechowcem, czy oszustem, zdecydowanie stwierdził, że tym pierwszym. - Wizjonerem, nie ma takiej możliwości, żebym bym pechowcem, a już słowo oszusta myślę, że będzie przypisane niektórym osobom - powiedział dwukrotny mistrz olimpijski z Barcelony.
Miał umówić się na wywiad z prowadzącym reportaż. Do spotkania panów jednak nie doszło, ze względu na to, że sportowiec w wiadomości do redaktora zaznaczył, że najpierw musi zebrać dowody na to, że sam został oszukany. - Nie wolno jemu nie oddać tego, że był wizjonerem, że miał pomysły na tamte czasy, ale jak słyszę opowieści, jakie kwoty się teraz pojawiają [...] Uważam, że jest naprawdę mistrzem, dwa medale z Barcelony to »pikuś« przy tym, co teraz zrobił - zaznaczył mężczyzna, który współpracował ze sportowcem przy budowie amfiteatru w Giżycku.
W reportażu TVN zaznaczono, że jak na razie nikt nie usłyszał zarzutów. Kilka prokuratur bada interesy spółek powiązanych z mistrzem olimpijskim z Barcelony.
Chwilę później, jak zaznaczono w reportażu TVN, miał udzielić wywiadu "Polskiemu Radio24", w którym zapewne zdając sobie sprawę z tego, co dzieje się wokół jego osoby, jego interesy badają różne prokuratury, zaznaczył, że w życiu niczego nie żałuje. Dodał, że biznesów nie robi dla pieniędzy, bo te zawsze mogą przyjść... - Na naszej drodze spotykamy ludzi, którzy są i oszustami i mitomanami i ludźmi, którzy chcą się przytulić do sukcesu, biznes nie jest wykonywany u mnie, w celu zarabiania pieniędzy jako takich, bo one oczywiście, zawsze mogą przyjść, to jest mój cel życiowy, to jest misyjny również projekt. Ja niczego nie żałuję. Niczego, żadnego kroku w swoim życiu - miał powiedzieć we wspomnianym radiu.
tags: #arkadiusz #skrzypaszek #wierzytelnosc