August Strindberg: Wierzyciele i ich wpływ na teatr


Dramaturgia skandynawska, od dawna obecna na deskach Malarni szczecińskiego Teatru Współczesnego, zdaje się nieoficjalnie patronować tej scenie. Szczególne znaczenie miało objęcie dyrekcji artystycznej przez Annę Augustynowicz w latach 1992-1993. Wówczas to z dużym powodzeniem wystawiono w Malarni dwie sztuki Stiga Larssona („Naczelny”, „Siostry, bracia”) oraz „Wierzycieli” Augusta Strindberga.

Skandynawska dramaturgia, z pozoru chłodna, a jednak nasycona wielkimi emocjami, odkrywająca najgłębiej ukryte obsesje, obnażająca fasadowość społecznych i obyczajowych norm, zakłamanie życia rodzinnego i nasycone erotyką relacje osobiste, znakomicie wpisała się w klimat teatru Augustynowicz. Naturalnym nawiązaniem do tego nurtu i hołdem dla twórcy jest spektakl „Pelikan, czyli pożegnanie mięsa”. Jest to kompilacja dwóch dzieł Augusta Strindberga: jednego z jego najpopularniejszych niegdyś dramatów („Pelikan”) oraz powieści autobiograficznej („Spowiedź szaleńca”). Spektakl opatrzony jest wielkim portretem Strindberga, wpisanym w scenografię, co podkreśla jego znaczenie.

Portret Augusta Strindberga

Strindberg sam w sobie jest niezwykle serio, a gryząca ironia, którą naznacza swych bohaterów, przebijać się musi przez warstwy pretensjonalnie udrapowanej metafizyki, podszytej banałem psychologii oraz grubą materię dramaturgicznego kostiumu. W drugiej części spektaklu postaci zrzucają go niemal całkiem. Fryderyk (Maciej Litkowski) chodzi po scenie nagi, jego siostra Gerda (Barbara Biel) rozebrana jest do pasa. Nagi manekin, ustawiony na scenie od początku, zdaje się wyznaczać kierunek. Bohaterowie dramatu, nie potrafiący się uwolnić od kostiumu, który jakby wrósł im w skórę, noszą do końca swe natrętnie sztuczne, krępujące ubrania: Matka (Iwona Kowalska) - czarną suknię z aplikacją przypominającą szkielet, a mąż Gerdy (Michał Lewandowski) - przyciasną, kusą i drażniąco niebieską marynarkę.

Poprzebierani zwyciężą jednak. Poprzebierani czasem podwójnie - jak postać grana przez Ewę Sobiech, będąca kochanką Matki, nosząca męski garnitur. To oni zostają na scenie, w domu pustym po śmierci ojca, ale wciąż nawiedzanym przez jego duszę i przekleństwo jego władzy.

Przedstawienie Natalii Korczakowskiej, pełne różnorodnych odniesień i gier z rzeczywistością ukazaną przez autora „Pelikana”, ale i z nim samym oraz ze współczesnością, wciąż uwikłaną w kostium, od którego tylko na pozór uwolniła nas ponowoczesność dzisiejszej kultury, samo tak się wikła w te zależności i komentarze, emocje i ich odbicia, że traci całą Strindbergowską siłę. Sprawia wrażenie sztucznej, mocno przerysowanej zabawy. Inscenizacja ma swój wyrazisty, spójny kształt sceniczny, przyciąga uwagę, ale przedstawienie wydaje się być skrępowane tą formą. Aktorzy grający role… grających role, choć radzą sobie z nimi dobrze, zdają się mimowoli potwierdzać fakt, że Strindberga najlepiej pokazywać tak, jak jest napisany: z jego całą, dosłowną surowością, w ciasno, pod szyję zapiętym kostiumie, który pęka dopiero wtedy, gdy w spektaklu napięcie staje się nie do zniesienia. A w „Pelikanie” z Malarni brak, niestety, tego napięcia.

Scena z teatralnej inscenizacji

Wśród dzieł wydanych w ramach Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich można znaleźć bogactwo literatury. Znajdują się tam dzieła skandynawskich noblistów, klasyka literatury staronordyckiej, zbiory baśni ludowych, a także klasyków przełomu XIX i XX wieku, takich jak August Strindberg, Hans Christian Andersen, Jens P. Jacobsen, Herman Bang, Alexander L. Kielland. Seria obejmuje również pisarzy współczesnych, publikujących w drugiej połowie XX wieku.

Szczególne znaczenie dla zarysowania kontekstu historyczno-literackiego poszczególnych literatur skandynawskich miały wydawane w ramach Serii antologie prozy i poezji. W latach 60. i 70. XX wieku dzieła te były na bieżąco recenzowane przez Jarosława Iwaszkiewicza na łamach „Życia Warszawy” i „Rocznika Literackiego”. Wybrane recenzje zebrano w zbiorze „Szkice o literaturze skandynawskiej”. Największy dorobek przekładowy mają Franciszek Jaszuński, Maria Krysztofiak i Stefan H. Wśród tłumaczy znaleźli się również m.in. Johannes V. Jensen, Stefan H. Kaszyński, Zygmunt Łanowski, Józef Giebułtowicz, Adela Skrentni, a także Franciszek Jaszuński i Maria Krysztofiak.

Pięknym zakończeniem międzynarodowego sympozjum "Strindberg w kontekście europejskim" (1-6 X 1984) stał się gościnny występ łódzkiego Teatru im. Jaracza z prapremierowym przedstawieniem "Wielkanocy". W ramach prezentacji Teatru Rzeczypospolitej w Kameralnym widownia przez trzy wieczory gorąco oklaskiwała nieznane sobie dotąd dzieło szwedzkiego geniusza, bardzo odmienne od większości jego pesymistycznej dramaturgii.

Rodzina uwięzionego dłużnika przeżywa rodzaj swego Wielkiego Tygodnia, drogę przez winę, wstyd i udrękę. Niedole i lęk przed środowiskiem osaczają jak w greckiej tragedii. Lecz antyczną katharsis zastępuje tu oczyszczenie w duchu chrześcijańskim, w świadomie przyjmowanym cierpieniu. Uosabia je przybyła z domu poprawczego młodociana Eleonora. Współczesna tematyka religijna dopiero nieśmiało zdobywa sobie prawo obywatelstwa w polskim teatrze, szukając dla siebie najwłaściwszych form wyrazu.

Dla polskiej prapremiery "Wielkanocy" reżyser znalazł trafną linię stylistyczną, szczególnie w prowadzeniu dialogu o świadomie zwolnionym tempie, przedłużanym i dopowiadanym pauzami milczenia. Hussakowski nader szczęśliwie dobrał doń aktorów o głębszej ekspresji. Postać Eleonory, pełniącej tu rolę Bożej wysłanniczki, znalazła w Bożenie Miller-Maleckiej odtwórczynię o idealnych warunkach. Sprawdził się również pomysł powierzenia roli młodszego, przewrażliwionego braciszka Hannie Bieluszko. Kiedy Eleonora, niczym pocieszycielka z Dostojewskiego, czyta Beniaminowi Ewangeliczny opis Męki Pańskiej, scena ta zdaje się przenosić nas z protestanckiego domu na Północy w cieplejszy religijnie klimat prawosławia czy katolicyzmu.

Nie brakowało podobnej symboliki w zasadniczo realistycznej scenografii Grzegorza Małeckiego, na przykład w sugestii cierniowej korony, w jaką układają się w izbie drewniane wiązania stropu. Światło sceniczne, pełniące tak ważną funkcję w teatrze religijnym, podkreślało tu, w ramach układu dekoracji, sugestywnie zmiany pogody, a odpowiednio i zmiany nastroju. Niezwykle wyrównany był poziom, nader zróżnicowanego zresztą, aktorstwa w spektaklu Teatru im. Jaracza.

Odtwórcy trzech dalszych, dorosłych postaci z domu Heystów, ukazywali całą odmienność postaw wobec łaski. Matka prawie do końca trwa w swej kunsztownie przez Alicję Zommer kreowanej sztywnej mieszczańskości. Krystynie, narzeczonej syna, nadaje Małgorzata Rogacka-Wiśniewska wiele kobiecości, naturalności, mądrego umiaru. Najtwardszy opór stawia duchowi Miłosierdzia syn Elis, ukazany przez Mariusza Wojciechowskiego jako neurasteniczny filolog.

Wierzyciel Linkvist wydaje się jedną z najbardziej niezwykłych postaci Strindberga. Na pozór odpowiednik antycznego Deus ex machina, stanowi on integralne zespolenie najściślejszego realizmu z implikacjami najbardziej prawowiernej teologii mówiącej o działaniu Boga wśród i przez ludzi. Ten bogacz, zarwany przez lekkomyślnego dłużnika, zna najtajniejsze, i nie wyłącznie egoistyczne sprężyny ludzkich poczynań.

Przypomniana z okazji sympozjum Strindbergowskiego polska prapremiera "Wielkanocy" (pięknie przełożonej przez Zygmunta Łanowskiego) zdaje się oznaczać ważne wydarzenie w odradzaniu się tematu teatru religijnego.

GRA SNÓW Augusta Strindberga, reż. Sławomir Narloch, TEATR NARODOWY

August Strindberg, jako jeden z czołowych dramaturgów skandynawskich, wywarł znaczący wpływ na rozwój teatru. Jego dzieła, charakteryzujące się psychologiczną głębią, analizą ludzkich obsesji i krytyką norm społecznych, wciąż inspirują twórców. Spektakle takie jak „Wierzyciele” i „Pelikan” są dowodem na ponadczasowość jego twórczości i jej uniwersalne przesłanie.

Schemat wpływu Strindberga na literaturę i teatr

Warto zaznaczyć, że role w repertuarze Teatru im. Jaracza oraz role poza teatrem świadczą o wszechstronności aktorskiej i zaangażowaniu w różnorodne projekty teatralne, często eksplorujące dzieła klasyków, w tym Augusta Strindberga.

tags: #artur #strindberg #wierzyciele

Popularne posty: