Wpisanie kogoś na listę nierzetelnych dłużników to zawsze cios w wiarygodność i komplikacja życiowa dla takiej osoby. Zwłaszcza jeśli wpis dotyczy długu, który nie istnieje, został już spłacony, bądź został zaciągnięty poprzez sfałszowanie naszej tożsamości. Zapadł właśnie bardzo ciekawy wyrok, który nakłada na windykatora konieczność zapłaty odszkodowania za fałszywy wpis w bazie nierzetelnych płatników.
Odkąd rządzący znacznie skrócili terminy przedawnienia roszczeń, firmy windykacyjne nie mają łatwego życia. Dawniej miały nawet 10 lat na to, by w sądzie domagać się tytułu egzekucyjnego, czyli pieczątki pozwalającej w uproszczonym trybie nasłać komornika na domniemanego dłużnika. A do tego sądy nie sprawdzały w ogóle czy dług jest przedawniony, czy też nie. Owszem, dłużnik mógł podnieść zarzut przedawnienia, ale jeśli z jakichś przyczyn tego nie zrobił (bo np. rozprawa odbywała się zaocznie) - jego strata. Sąd mógł „przyklepać” ekspresowa egzekucję nawet przedawnionego długu.
Teraz jest inaczej. Po pierwsze terminy przedawnienia się znacznie skróciły, a po drugie sądy mają obowiązek sprawdzać automatycznie czy dług nie jest przedawniony. W tej sytuacji możliwość egzekucyjnego windykacji znacznie się firmom windykacyjnym skomplikowała.
W zasadzie mają oni do dyspozycji tylko dwie skuteczne strategie. Pierwsza to klasyczne przypięcie się do dłużnika, niczym rzep do psiego ogona (ale trzeba uważać, bo nękanie też jest zabronione - o istnieniu długu można przypominać, ale nie można niszczyć dłużnikowi życia). Druga to wpisanie dłużnika na „czarną listę” nierzetelnych płatników.
Takich list (biur informacji gospodarczej) jest w Polsce kilka, a największe to BIG Infomonitor i Krajowy Rejestr Długów. Ich działanie jest regulowane specjalną ustawą - zanim dług do nich trafi musi osiągnąć określony „wiek” i wartość. Ale jak już na taką „czarną listę” się trafi, to przerąbane. Żaden bank nie da kredytu, żadna szanująca się firma pożyczkowa nie poratuje chwilówką, telekom nie da telefonu na abonament, a nawet z głupim zakupem żelazka na raty może być problem.

Windykatorzy zaczęli więc masowo stosować tę metodę nacisku. Nie chcesz spłacić długu, choćby przedawnionego i „niezdatnego” do windykowania poprzez komornika? W porządku, ale dopóki nie oddasz pieniędzy, odetniemy cię od większości przyjemności życia.
Kłopot w tym, że windykatorzy nierzadko mają „na stanie” długi nie tylko przedawnione, ale i słabo udokumentowane. Kupują je (albo tylko obsługują, bo długi są własnością jakichś np. funduszy sekurytyzacyjnych) w pakietach od banków, firm pożyczkowych, telekomów za 5-10% wartości licząc na to, że przynajmniej trochę z nich uda się odzyskać. Zdarza się, że dług jest nie tylko przedawniony, ale i fikcyjny - np. jest przedmiotem wyłudzenia. A windykatrzy się nie cackają, hurtowo wpisują ludzi na „czarne listy” nierzetelnych dłużników.
Na szczęście teraz chyba będą musieli uważać. „Rzeczpospolita” opisała wyrok, w którym sąd dał po łapach windykatorom i „wycenił” straty osoby wpisanej niesłusznie do rejestru dłużników na 5.000 zł w „żywym” pieniądzu.
W 2016 r. firma windykacyjna zgłosiła do wszystkich istniających biur informacji gospodarczej 15.000 zł długu powstałego w 2002 r. Windykator doliczył sobie 5.000 zł odsetek. Kłopot w tym, że dług został sprzedany windykatorom kilka lat po tym, jak został w całości spłacony. Krótko pisząc: windykatorzy chcieli ściągać drugi raz te same pieniądze w tym celu obrzucili Bogu ducha winną kobietę błotem.
Rzekoma dłużniczka się zdenerwowała i pozwała windykatorów do sądu. A ten uznał, że wpisywanie na „czarną listę” przypadkowych ludzi nosi znamiona nękania. I że należy się za to 5.000 zł.

Pozostają dwa problemy. Pierwszy jest taki, że wyrok jest jeszcze nieprawomocny. A drugi problem polega na tym, że 5.000 zł to kwota wciąż symboliczna w porównaniu z konsekwencjami, które dziś - w świecie, w którym informacja biegnie tempem błyskawicy i ma coraz większy wpływ na nasze postrzeganie przez instytucje finansowe - może spowodować nieprawdziwy wpis w bazach biur informacji gospodarczej, czy też w BIK-u (tutaj jest ewidencjonowana nasza historia kredytowa).
Za zbeszczeszczenie dobrego imienia kary powinny iść w dziesiątki tysięcy złotych, by firmy windykacyjne dwa razy zastanowiły się zanim zgłoszą Bogu ducha winnego człowieka jako nierzetelnego płatnika.
Pozwem wniesionym w dniu 21 sierpnia 2014 r. strona powodowa (...) Spółka Akcyjna V. (...) z siedzibą w W. domagała się zasądzenia od pozwanego W. K. kwoty 1100 zł wraz z ustawowymi odsetkami liczonymi od dnia 15 marca 2014 r. W uzasadnieniu swoich żądań podała, że 13 kwietnia 2013 r., pozwany kierując pojazdem marki R. o numerze rejestracyjnym (...) podczas zmiany pasa ruchu nie zachował szczególnej ostrożności i zderzył się z pojazdem marki R. o numerze rejestracyjnym (...), po czym zbiegł z miejsca zdarzenia. Pojazd którym poruszał się pozwany był ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych u strony powodowej. Po zgłoszeniu szkody, strona powodowa przeprowadziła postępowanie likwidacyjne i wypłaciła poszkodowanemu kwotę 1100 zł. Podała, iż zgodnie z art. 43 pkt 4 ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, zakładowi ubezpieczeń przysługuje prawo do dochodzenia od kierującego pojazdem mechanicznym zwrotu wypłaconego z tytułu ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych odszkodowania, jeżeli kierujący wyrządził szkodę, a następnie zbiegł z miejsca zdarzenia. Strona powodowa wezwała pozwanego do zapłaty, jednakże bezskutecznie.
Wskazała, że dochodzi odsetek od dnia 15 marca 2014 r. tj. Postanowieniem z dnia 12 września 2014 r., Sąd Rejonowy Lublin - Zachód Lublinie wydał nakaz zapłaty, od którego pozwany skutecznie wniósł sprzeciw, zaskarżając nakaz w całości. W uzasadnieniu sprzeciwu podał, że w dniu 13 kwietnia 2013 r. nie uczestniczył w żadnym zdarzeniu drogowym. Przyznał, że jest właścicielem pojazdu marki R. o numerze rejestracyjnym (...). Zaprzeczył jakoby kiedykolwiek otrzymał do strony pozwanej wezwanie do zapłaty.
Pozwany W. K. w dniu 13 kwietnia 2013 r., kierując pojazdem marki R. nr (...)podczas zmiany pasa ruchu nie zachował szczególnej ostrożności, w wyniku czego nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu i zderzył się z jadącym prawym pasem samochodem marki R. o numerze rejestracyjnym (...). Spowodował tym samym zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym. W związku z tym zdarzeniem Sąd Rejonowy dla Wrocławia - Śródmieścia we Wrocławiu Wydział Karny, uznał pozwanego W. K. winnego dokonaniu czynu określonego w art. 86 § 1 k.w. w zw. z art. - notatka informacyjna o zdarzeniu drogowym k. 27. - notatka urzędowa w aktach sprawy VI W 2669/13 k.5. Poszkodowany w zdarzeniu R. U. zgłosił zdarzanie przejeżdżającemu obok patrolowi policji. Pozwany po pewnym czasie odjechał z miejsca zdarzenia zanim dokonano interwencji policji.
Poszkodowany w dniu 16 kwietnia 2013 r. zgłosił szkodę u strony powodowej, która wszczęła postępowanie likwidacyjne. W wyniku przeprowadzenia likwidacji szkody zostało wypłacone poszkodowanemu odszkodowanie w łącznej wysokości 1100 zł. Strona powodowa pismem z dnia 4 lutego 2012 r., wezwała pozwanego do zapłaty należności regresowej w wysokości dokonanej wypłaty odszkodowania tj. 1100 zł.
Za podstawę prawną dochodzonego przez stronę powodową roszczenia należy przyjąć art. 43 ustawy z dnia 22 maja 2003 roku o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (Dz. U. Nr 124, poz. 1152 - dalej Ustawa). Treść art. 43 ustawy należy interpretować w powiązaniu z normą wyrażoną w art. 16 określającą obowiązki osób objętych ubezpieczeniem obowiązkowym, uczestniczących w zdarzeniu. Zgodnie z treścią ustępu 2 powołanego przepisu, w przypadku zaistnienia zdarzenia objętego ubezpieczeniem obowiązkowym, o którym mowa w art. 4 pkt 1-3 (a zatem również objętego ubezpieczeniem OC posiadaczy pojazdów mechanicznych), uczestnicząca w nim osoba objęta tym ubezpieczeniem jest obowiązana do udzielenia pozostałym uczestnikom zdarzenia niezbędnych informacji koniecznych do identyfikacji zakładu ubezpieczeń, łącznie z podaniem danych dotyczących zawartej umowy ubezpieczenia, jak też do niezwłocznego powiadomienia o zdarzeniu zakładu ubezpieczeń, udzielając mu niezbędnych wyjaśnień i przekazując posiadane informacje.
Spornym między stronami było, czy pozwany zbiegł z miejsca zdarzenia, co uzasadniałoby roszczenie dochodzone przez stronę powodową. Zakładowi ubezpieczeń przysługuje bowiem prawo dochodzenia od kierującego pojazdem mechanicznym, zwrotu wypłaconego z tytułu ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych odszkodowania, jeżeli kierujący zbiegł z miejsca zdarzenia. Zdaniem Sądu zgromadzone w sprawie dowody i ustalony w ich oparciu stan faktyczny pozwalały stwierdzić, że pozwany zbiegł z miejsca zdarzenia. Na wstępie tej części rozważań podkreślić należy, iż formułowanie "zbiegł z miejsca zdarzenia" użyte w art. 43 pkt 4 ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych nie może być utożsamiane z pojęciem zbiegnięcia z miejsca zdarzenia funkcjonującym na gruncie prawa karnego materialnego (art. 178 k.k.). Zastosowanie dyspozycji art. 43 pkt 4 ustawy wymaga ustalenia, iż sprawca kolizji drogowej opuścił miejsce zdarzenia świadomie, bez spełnienia ciążących na nim obowiązków, w celu uniknięcia odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę.
Sąd dał wiarę zeznaniom świadka zdarzenia R. U., mając przy tym na uwadze, że nie był zainteresowany wynikiem procesu, bowiem uzyskał już odszkodowanie od strony powodowej. Ponadto jego zeznania znajdują potwierdzenie w materiale dowodowym sprawy w postaci m.in. notatek urzędowych Policji czy aktach szkody. Podnoszona przez pozwanego kwestia odpowiedzialności za zdarzenie, nie ma na gruncie rozpoznawanej sprawy żadnego znaczenia. Wskazać należy, że prawomocnym wyrokiem karnym pozwany W. K. został uznany za winnego zdarzenia drogowego z dnia 13 kwietnia 2013 r. Pozwany w toku postępowania przed sądem karnym, a także w trakcie postępowania likwidacyjnego nie zgłaszał zastrzeżeń dotyczących jego sprawstwa, tym samym Sąd nie rozpoznawał sprawy w tym zakresie. W tym miejscu należy od razu podkreślić, że z uwagi na brzmienie art. 11 k.p.c. wyrok w sprawie wykroczeniowej nie wiąże sądu w sprawie cywilnej. Sąd dokonując oceny całego materiału dowodowego, oparł się również na wyroku pod kątem oceny wiarygodności pozwanego, zestawienie treści wyroku stwierdzającego winę pozwanego z okolicznością, że pozwany nie podjął kroków celem zaskarżenia wyroku, świadczy w ocenie Sądu o tym, że twierdzenia i zeznania pozwanego nie zasługują na wiarę. Podnoszone okoliczności, jakoby uszkodzenia w pojeździe poszkodowanego były nieznaczne i nieadekwatne do wypłaconej kwoty odszkodowania przez stronę powodową nie były oparte na żadnych konkretnych zarzutach. Sąd uznał zatem, że kwota wypłacone przez ubezpieczyciela była zasadna i prawidłowo określona. Właściwie oceniony materiał dowodowy zgromadzony w sprawie przeczy twierdzeniom pozwanego, iż z miejsca zdarzenia oddalił się nie mając na celu uniknięcia odpowiedzialności za skutki kolizji. Strony nie spisały żadnego oświadczenia, a zatem ich obowiązkiem było poczekać na przyjazd Policji. Pozwany odjechał z miejsca zdarzenia mimo, że pojawił się patrol prewencji zatrzymany przez poszkodowanego. Pozwany oddalając się z miejsca zdarzenia niewątpliwie zmierzał do uniemożliwienia zidentyfikowania jego osoby jako sprawcy szkody. Podkreślić należy, iż pozwany nie zdołał wykazać okoliczności przeciwnych, dlatego też przepis art. Zakład ubezpieczeń jest zobowiązany zwrócić poszkodowanemu wszystkie celowe, ekonomicznie uzasadnione wydatki poniesione w celu przywrócenia poprzedniego stanu pojazdu. Do wydatków tych należy zaliczyć koszty nowych części i innych materiałów, jeżeli ich użycie było niezbędne do naprawienia pojazdu. Wedle reguły wskazanej w art. 363 k.c. w razie zaistnienia wypadku poszkodowany powinien uzyskać pełną rekompensatę poniesionej szkody. Odszkodowanie przysługujące od ubezpieczyciela odpowiedzialności cywilnej za uszkodzenie pojazdu mechanicznego obejmuje niezbędne i ekonomicznie uzasadnione koszty naprawy pojazdu, ustalone według cen występujących na lokalnym rynku. (por. uchwała Sądu Najwyższego z dnia 13 czerwca 2003 r. III CZP 32/03, OSNC 2004/4/51, LEX nr 78592). Pozwany w żadnym zakresie nie wykazał aby naprawa samochodu poszkodowanego była nieuzasadniona ekonomicznie, zbędna lub aby jej koszty były zawyżone. Podstawę orzeczenia o odsetkach stanowi art. 481 § 1 k.c. Zobowiązania pieniężne wynikające z czynów niedozwolonych są z reguły zobowiązaniami bezterminowymi. Dłużnik obowiązany jest wykonać je niezwłocznie po wezwaniu przez wierzyciela. Dłużnik popada więc w opóźnienie dopiero wtedy, gdy nie czyni zadość temu obowiązkowi (art. 455 kc). Zasadą prawa cywilnego jest, że dłużnik popada w opóźnienie, jeżeli nie spełnia świadczenia w terminie, w którym stało się ono wymagalne. Strona powodowa wykazała, kiedy pozwany otrzymał wezwanie do zapłaty, a zatem Sąd zasądził je zgodnie z żądaniem pozwu tj. od dnia 15 marca 2014 r. do dnia zapłaty, przy czym - z uwagi na to, iż od 1 stycznia 2016 r. dotychczasowe „odsetki ustawowe” określone w art. 481 k.c. są nazwane „ustawowymi odsetkami za opóźnienie” - Sąd w pkt. Orzeczenie o kosztach procesu Sąd oparł na przepisie art. 98 § 1 k.p.c., stosownie do którego strona przegrywająca sprawę obowiązana jest zwrócić przeciwnikowi na jego żądanie koszty niezbędne do celowego dochodzenia praw i celowej obrony (koszty procesu). Strona powodowa poniosła koszty opłaty sądowej w wysokości 30,00 zł, opłaty skarbowej od pełnomocnictwa w wysokości 17 zł oraz 180 zł kosztów zastępstwa procesowego. Strona powodowa wygrała sprawę w całości, stąd pozwany W. K.

tags: #grzegorz #domagala #dluznik