Stowarzyszenie Bochniaków: Historia i Dziedzictwo


Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, kiedy po raz pierwszy zrodziła się myśl utworzenia związku, który mógłby łączyć kolegów z ławy szkolnej, podtrzymywać tradycje i przypominać związki uczuciowe z Bochnią - miastem dzieciństwa, górnej i chmurnej młodości i szkołą, która przygotowała ich do wejścia w dorosłe życie.

Prawdopodobnie na ukształtowanie się tej idei wpłynęły dwa najważniejsze czynniki, czyli koleżeństwo z ławy szkolnej i braterstwo broni w walce o wolność Polski. Z pewnością, by odkryć genezę naszej organizacji, należy przywołać piękną tradycję, wykształconą w historii bocheńskiego gimnazjum i liceum, jaką są zjazdy maturalne absolwentów, które rozpoczęły się kilka lat po przekształceniu szkoły w pełnowymiarowe gimnazjum.

11 czerwca 1892 r. odbyła się pierwsza w dziejach tej szkoły matura połączona z wręczeniem abiturientom świadectw dojrzałości. Uroczystość tę opisał w swoich wspomnieniach Marian Ostrowski.

Profesorowie, goście i abiturienci zasiedli w stallach koło wielkiego ołtarza [kościoła parafialnego św. Mikołaja]. Siedziałem obok burmistrza Serafińskiego. Po mszy odśpiewaliśmy uroczyste „Te Deum” po czym wróciliśmy do głównej sali w gimnazjum. Tu przemówił inspektor Samolewicz, potem kolega uczeń Jachna, jako zawsze chłop śmiały i wygadany, wreszcie dyrektor, potem muzyka gimnazjalna huknęła hymn państwowy „Boże wspieraj, Boże ochroń”. Gospodarz klasy Serwin wywoływał nas jednego po drugim, dyrektor zaś dawał każdemu z nas na pamiątkę książeczkę „O naśladowaniu Chrystusa”, z dedykacją „Tolle lege! Od przyjaciół młodzieży”. W Bochni musiałem pozostać do końca miesiąca, miałem więc dość czasu rozkoszować się swobodą. Były to najszczęśliwsze dnie mojego życia. Zdawało mi się, że odtąd szczęście będzie moim trwałym udziałem. Przesiadując na plantach w wesołym rozgwarze, widziałem innych uczniów wracających ze szkoły do domu ze stosem książek pod pachą, a z troską na czole i porównywałem moją wolność z ich niewolą i wtedy szczęście moje pomnażało się w duszy stokrotnie.

7 czerwca 1895 r. odbył się w bocheńskim gimnazjum egzamin dojrzałości pod przewodnictwem Stanisława hr. Tarnowskiego, prezesa Akademii Umiejętności w Krakowie, który, przemawiając do uczniów, wyraził nadzieję, aby ten egzamin okazał się dobrą wróżbą dla młodzieży na przyszłe lata nauki i przyszłe życie i dobrą wróżbą dla miasta, któremu należy się nagroda za nowy przybytek nauki, wzniesiony z niemałą ofiarą i w takich warunkach, że miasta nawet większe i zasobniejsze mogłyby pozazdrościć i gdyby się porównały, mogłyby uznać, że zrobiły mniej na tym polu.

Nawiązując do pokładów soli pod Bochnią, górniczego wysiłku, uznał, że szkoła będzie chlubą, iż wyda ludzi zdolnych być „solą tej ziemi”. Trzeba mieć honor, poszanowanie swej wartości, wstręt do tego, co płaskie, brzydkie, nikczemne, a zwłaszcza trzeba mieć Boga w sercu, świadomość, że jest się odpowiedzialnym nie tylko przed ludźmi, sądem historii, ale, że kiedyś zdać trzeba sprawę Temu, który będzie sądził, a w sądzie nie może się pomylić.

Wstyd nas bierze, jeżeli czytamy, że u tych narodów rządy, parlamenty, ministrowie zbrukani jakimiś spekulacjami pieniężnymi, które bezczelność znosi z gęstą miną, polityka zamazuje, ale które na cześć i honor takiego narodu spaść muszą i przy których prawdziwego zdrowia i pomyślności być nie może. Otóż takich rzeczy powinniśmy się strzec. Każdy może być albo „solą ziemi” albo jedną z tych klęsk elementarnych, jak myszy, co podgryzają korzenie plonów lub robactwo, co toczy drzewo w lesie i toczy silny pień tak, że go zamienia na próchno. W tych latach otaczają nas niebezpieczeństwa, które z dobrej drogi zawrócić mogą: pokusy różne, między tymi pochlebstwo, które doprowadzić może młodego człowieka do tego, że stanie się bezwiednie narzędziem, a czasem niewolnikiem cudzej woli. Trzymajcie się przez następne lata, co będzie dowodem waszej miłości i miarą tej dojrzałości, której zaszczytne świadectwa odebraliście przed chwilą.

Leon Piskorz z Warszawy, absolwent bocheńskiego gimnazjum i kronikarz Stowarzyszenia Bochniaków, zawsze podkreślał głęboki patriotyzm i wiedzę szerokiego grona pedagogów i wytrwałość w krzewieniu ideałów prawdy, uczciwości w domu, szkole i miejscu pracy. Pisał:

W latach 20. XX wieku wśród nas istniał jakiś wstyd wewnętrzny, klapa bezpieczeństwa, hamulec złego obyczaju, dopuszczalna granica taktu, której nie śmiało się przekroczyć. Zawsze uznawaliśmy swobodę, byleby ona była kontrolowana przez rozsądek, którego nakazy regulowały takt, dobre maniery, subtelność i kultura. Każdy z nas, jako uczciwy i wypłacalny dłużnik wobec Polski, był dowódcą swoich spraw psychicznych, rządził się suwerennie w niepodległej symbolice sumienia i szanował ciszę, w której bywały słodkie i gorzkie porachunki serca.

Zjazd absolwentów bocheńskiego gimnazjum

Zjazdy Maturalne C. K. Gimnazjum w Bochni

Zatarły się w pamięci pierwsze zjazdy absolwentów bocheńskiego gimnazjum. Jeden z nich odnotowały „Nowości Ilustrowane” w numerze 26 z 1909 r. Na stronie 13. ukazał się artykuł „Zjazd Koleżeński”, w którym znalazły się nazwiska uczestników zjazdu z okazji 10 rocznicy egzaminu dojrzałości i wspólne zdjęcie byłych uczniów i grona nauczycielskiego.

W innej gazecie z 1913 roku, której tytułu nie udało się ustalić, ukazał się artykuł „Zjazd koleżeński w Bochni”. Był to zjazd z okazji dziesięciolecia matury. Do takiego wniosku możemy dojść po nazwiskach absolwentów podanych w tym artykule: ks. Jana Kozy, który odprawiał mszę świętą, Władysława Płaczka, który służył do mszy św. razem z prof. Kołodziejem.

Czytamy, że potem w restauracji Pankiewicza w czasie wspólnego obiadu, w miłej atmosferze dzielono się wspomnieniami szkolnymi. Były przemówienia dyrektora Józefa Kurowskiego, profesorów: Kozłowskiego i Słuszkiewicza, a także byłych uczniów: ks. Jana Kozy, dr Mariana Łodyńskiego, a następnie toasty. Zjazd udokumentowała wspólna fotografia.

2 grudnia 1934 roku odbył się w murach bocheńskiej szkoły zjazd maturalny tych absolwentów, którzy zdawali egzamin dojrzałości w 1914 roku. Wśród uczestników było wielu byłych legionistów, weteranów wojny bolszewickiej i czynnych oficerów Wojska Polskiego, ludzi nauki i sztuki oraz 15 prawników. Rzucono myśl stworzenia Związku Bochniaków z siedzibą w Warszawie dla popierania żywotnych interesów Bochni i Ziemi Bocheńskiej oraz budzenia i podtrzymywania współżycia koleżeńskiego.

Paweł Mucha [matura 1921], późniejszy prezes Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Bochniaków i Miłośników Ziemi Bocheńskiej (1962- 1972) w pięciotomowych wspomnieniach „Czasy wielkich przemian”, znajdujących się w zbiorach SBiMZB, wspominał:

Warszawska kolonia Bochniaków była bardzo liczna. Oddzielnie trzymali się byli legioniści, wśród nich pułkownik Tadeusz Jakubowski i kapitan Zygmunt Mucha, który pełnił służbę w Stołecznej Komendzie miasta. Inną grupę stanowili urzędnicy ministerialni i centralnych urzędów, a najliczniejsi byli studenci wyższych uczelni cywilnych i wojskowych. W Szkole Konsularnej (Wyższej Szkole Handlowej) rej wodził Euzebiusz Jarema, a na innych uczelniach studiowali moi koledzy z Bochni: W. Górski, T. Bernady, Z. Kiernik, N. Wiliam, W Podchorążówce Piechoty służbę odbywał [Józef] Sułek a w Akademii Medycznej kol. W. Zięba. Nasze spotkania towarzyskie odbywaliśmy w Alejach Ujazdowskich, w Łazienkach i w licznych kawiarniach, gdzie mogliśmy posłuchać dobrej muzyki a nawet potańczyć. Spotykaliśmy się także w pięknej willi państwa Bartyzelów przy Wileńskiej albo u kolegi Szurka.

Płk dr Tadeusz Jakubowski

Założenie Stowarzyszenia Bochniaków

Zgłoszona na zjeździe z 1934 r. inicjatywa nie została zapomniana. Pracowicie wykorzystany został rok 1935. Ożywiły się kontakty pomiędzy kolonią warszawską Bochniaków i Bochnią. Ogromnie dużo serca i zaangażowania okazał prof. Bogusław Serwin z Bochni i płk Tadeusz Jakubowski, płk Leopold Okulicki i płk Marian Turkowski z Warszawy. Dużej pomocy udzielał Stanisław Pacuła, ówczesny burmistrz Bochni.

W grudniu 1935 r. odbyło się w Warszawie walne spotkanie Bochniaków. Przybyły do Warszawy reprezentacje z Bochni i Lwowa. Powołano do życia „Zrzeszenie Bochniaków”. Dokument z tej doniosłej chwili, podpisany przez szesnastu założycieli, znajduje się dzisiaj w zbiorach naszego Stowarzyszenia. Są tam wymienieni: Tadeusz Kazimierz Jakubowski - pułkownik dyplomowany, dr prawa, Emanuel Anlauf - dyrektor PKO w Warszawie, Zofia Dobrodzicka, wdowa po generale WP Jerzym Dobrodzickim, który 31 października 1918 r. w czasie antyaustriackiego przewrotu w Bochni przejął władzę nad wojskiem stacjonującym w Bochni, Ludwik Klausner - dyrektor warszawskiej firmy „Delka”, Michał Kołodziej - naczelnik w Polskim Monopolu Tytoniowym, Józef Kotarba - dr prawa, sędzia w Warszawie, Marian Krudowski - pułkownik dypl. dowódca 10 pp w Łowiczu, Wojciech Łysik - kapitan dypl., pracownik Ministerstwa Skarbu, Tadeusz Mięsowicz - kapitan dyplomowany, zatrudniony w Ministerstwie Skarbu, Leopold Okulicki - płk dypl. ze Sztabu Generalnego WP, Stanisław Pacuła - kpt. w st. spoczynku, burmistrz Bochni, Bogusław Serwin - profesor Gimnazjum w Bochni, Józef Ślósarczyk - porucznik rezerwy, d-ca plutonu ckm, dr Michał Świgost - dyrektor Kolei Państwowych we Lwowie, Marian Turkowski - pułkownik, komendant Centrum Wyszkolenia Piechoty w Rembertowie, Stanisław Żelaski - major dypl., wykładowca w Wyższej Szkole Wojskowej w Warszawie.

Nowa organizacja uzyskała osobowość prawną, zawiązana została na czas nieograniczony, a terenem działania była Rzeczpospolita Polska. Mogła tworzyć w większych skupiskach Bochniaków na terenie kraju koła, a w mniejszych placówki. Członkiem Zrzeszenia mógł zostać każdy bez różnicy płci, kto odznaczał się prawym charakterem, nieposzlakowaną opinią, związany jest z Ziemią Bocheńską urodzeniem lub co najmniej rocznym pobytem, albo pracą dla dobra tej ziemi spełnianą, kto przez dwóch członków zostanie przedstawiony Zarządowi i przez tenże jednogłośnie przyjęty.

Do Zrzeszenia mogli należeć wojskowi na warunkach określonych przez Ministra Spraw Wojskowych i nie mogli być poddawani balotażowi, czyli tajnemu głosowaniu za pomocą kartek lub gałek. Statut określał także zasady nabywania członkostwa wspierającego (po wpłaceniu 100 złotych). Honorowym członkiem mógł zostać każdy, kto położył szczególne zasługi dla Rzeczypospolitej Polskiej, Ziemi Bocheńskiej lub Zrzeszenia Bochniaków. Koła stowarzyszenia mogły tworzyć placówki.

Zmiana nazwy na Stowarzyszenie Bochniaków nastąpiła w czerwcu 1936 roku. Stowarzyszenie wpisane zostało do rejestru stowarzyszeń i związków pod numerem 856 (decyzja Komisarza Rządu m. st. Warszawy z dnia 13 czerwca 1936 r. nr SP.II 3/891. Warto dodać, że projekt nowego statutu opracował Bochniak dr Tadeusz Oborski, starosta powiatowy z Ciechanowa. Duża liczba Bochniaków wstąpiła do Stowarzyszenia po jego zarejestrowaniu, m.in. pieśniarz Warszawy Marian Gűntner-Rentgen, Antoni Kolarz, gen. Józef Daniec, gen. Walerian Czuma, Jan Bartyzel Mieczysław Golas. Biuro Stowarzyszenia mieściło się przy ul. Łuckiej 2, czyli w budynkach Wyższej Szkoły Wojskowej. Ten wątek wojskowy trwa do dzisiaj. Od początku lat 90. XX wieku Oddział Warszawski Stowarzyszenia Bochniaków i Miłośników Ziemi Bocheńskiej korzysta z pomieszczeń Centralnej Biblioteki Wojskowej im. Józefa Piłsudskiego przy ul. Ostrobramskiej 109 w Warszawie.

Koła Stowarzyszenia (do 1939 r.)

Pierwsze 7 kół Stowarzyszenie powstało w miastach, które były największymi, najaktywniejszymi skupiskami Bochniaków. Naturalnie były to Bochnia, Kraków i Warszawa, a poza nimi również Lwów, Wilno, Poznań, Łódź i Katowice. Inicjatywa podjęta w Warszawie promieniście rozlała się po całej II Rzeczypospolitej Polskiej docierając do licznych synów i córek ukochanej bocheńszczyzny.

Koło we Lwowie

Dr Stanisław Świgost, który uczestniczył w Warszawie w zebraniu założycielskim „Zrzeszenia Bochniaków” jako delegat środowiska lwowskiego Bochniaków, przywiózł do Lwowa radosną wiadomość o założeniu organizacji Bochniaków. Ideę utworzenia Koła we Lwowie poparli swoimi autorytetami prof. Franciszek Bujak i ks. dr Teofil Długosz - absolwenci bocheńskiej szkoły.

Profesor Bujak, wraz z prof. Stanisławem Grabskim i światowej sławy geografem Eugeniuszem Romerem, tworzyli we Lwowie słynną trójkę profesorów, która nadawała w tym czasie ton życiu lwowskiego środowiska. Katedra historii społeczno-gospodarczej, prowadzona przez niego, zdobyła uznanie poprzez podjęcie nowego kierunku badań naukowych, łączącego historię z geografią, socjologią gospodarczą i entologią. Profesor Bujak rozpoczął konsekwentne badania dziejów gospodarczych Polski (m.in. badając ewolucję cen towarów od średniowiecza, skutki klęsk żywiołowych). Zainicjował i prowadził prace nad monografiami wsi i miast (Limanowa, Żmiąca). Jednocześnie pełnił funkcję prezesa Lwowskiego Towarzystwa Historycznego. Wbrew lansowanej gdzieniegdzie opinii, dr Stanisław Świgost uważał, że profesor był człowiekiem bardzo towarzyskim. W 1936 r. miał dopiero 61 lat. Broda dodawała mu wieku.

Wykładał powoli, a dla lepszego zapamiętania wykładu niektóre frazy i słowa powtarzał. W bezpośrednim jednak kontakcie ujmował spojrzeniem życzliwym, zachęcającym do rozmowy. Uczestniczył w zabawach studentów, lubił prowadzić z nimi dyskusje przy herbatce. Wieść o utworzeniu Zrzeszenia Bochniaków bardzo go ucieszyła.

Z ogromną życzliwością zaproponował swoje usługi i udział w pracy społecznej dla Bochni. Może już wówczas myślał o monografii Bochni i okolicznych miejscowości, m.in. Maszkienic, gdzie się urodził.

Zaangażował się mocno w sprawę powołania Koła Lwowskiego także dr Stanisław Świgost, emerytowany wicedyrektor Lwowskich Kolei Państwowych, pochodzący z Chełmu, który przez małżeństwo z Marią Stasiakówną, siostrą Ludwika Stasiaka, związał się z Bochnią. Był pośrednikiem pomiędzy Bochniakami w Warszawie, Lwowie i Bochni. Do rodziny Ludwika Stasiaka w Bochni przyjeżdżał często, bo miał prawo do tzw. salonki. Był to wagon z lokomotywą który ekspresowo, bez zatrzymywania się po drodze, przyjeżdżał do Bochni.

Olga Chylowa, wnuczka Stasiaka, zapamiętała wiele opowieści swojego ciotecznego dziadka o profesorze Bujaku i Bochniakach mieszkających we Lwowie. Dr Świgost lubił polowania, był człowiekiem miłym i towarzyskim.

Prezesem Koła został Stefan Czekaj, emerytowany naczelnik Ubezpieczalni Społecznej. W Zarządzie byli ponadto: Antoni Kolarz (członek Zarządu Głównego).

Triumf Chochołowa był jednak bardzo krótki, gdyż na pomoc zdrajcom przybyła odsiecz. Wśród mieszkańców gruchnęła wieść, że od strony Czarnego Dunajca nadciągają nowe oddziały, którymi tym razem dowodził sam austriacki komisarz Molitoris z Nowego Targu. Komisarz wezwał powstańców do złożenia broni, grożąc, że w przeciwnym razie spali cały Chochołów. Groźba była jak najbardziej realna - składający się wyłącznie z drewnianych chat Chochołów spłonąłby doszczętnie w ciągu kilku godzin. Górale, nie chcąc narażać swoich rodzin na pewną śmierć i nie mając innego wyjścia, podjęli trudną decyzję o kapitulacji. 6 marca przetransportowano ich do Nowego Sącza, a później do Lwowa, gdzie odbył się sąd. Księdzowi Kmietowiczowi postawiono wyrok śmierci, jednak przed egzekucją uratował go jego kapłański stan. Ówczesne prawo nie zezwalało na wieszanie osób duchownych - najpierw musiano by znaleźć biskupa, który zgodziłby się zdjąć ze skazanego święcenia kapłańskie. Ultrakatoliccy, konserwatywni Austriacy bardzo tej zasady przestrzegali. Żaden z hierarchów nie zamierzał jednak spełnić ich żądań, nie chcąc skazywać człowieka na pewną śmierć. Ostatecznie więc wyrok zmieniono. Kapłana skazano na karę 20 lat pozbawienia wolności i przewieziono do austriackiej twierdzy Kufstein, w której miał odbyć swój wyrok. Wkrótce dołączył tam do niego Andrusikiewicz skazany na 15 lat pozbawienia wolności. Chłopi biorący udział w rebelii otrzymali niższe wyroki i zostali w większości umieszczeni na zamku Szpilberg w Brnie.

Oswobodzenie z kazamatów przyszło jednak wcześniej, niż skazani ośmielali się marzyć. Podczas Wiosny Ludów w 1848 r. Bojowcy, którzy powrócili z austriackich więzień, nie byli już jednak tymi samymi ludźmi. Trudne warunki bytowania w miejscach odosobnienia odcisnęły na nich swoje piętno. Ksiądz Kmietowicz osiadł w Starym Sączu, gdzie zmarł w 1859 r., przeżywszy zaledwie 40 lat. Jeszcze wcześniej z życiem rozstał się organista Andrusikiewicz, który odszedł w 1850 r. „Sabała” po wyjściu z więzienia miał trudność z uwierzeniem w to, iż nie grożą mu już żadne represje. Z okazji 67. Pamięć o powstaniu chochołowskim - czy też o „poruseństwie chochołowskim”, jak mówią górale - przetrwała. Pierwsze uroczyste upamiętnienie tamtego wydarzenia nastąpiło w 1913 r. Z okazji 67. rocznicy odbył się wówczas nadzwyczajny Zjazd Podhalan. Powołano wtedy do życia Drużyny Podhalańskie, organizację paramilitarną, która później uczestniczyła znacząco w walkach Legionów podczas I wojny światowej. Do tradycji „insurekcji pod Tatrami” nawiązywała bezpośrednio konfederacja chochołowska, utworzona 4 maja 1919 r.

Mapa Polski z zaznaczonymi miastami, gdzie powstały koła Stowarzyszenia Bochniaków

tags: #dluznik #stanislaw #andrusikiewicz

Popularne posty: