Kryzys gospodarczy może być spowodowany różnymi czynnikami - społecznymi, politycznymi oraz losowymi. Kiedy państwo traci stabilizację finansową, niezbędne są konkretne działania, które uchronią przed poważnymi konsekwencjami, np. bankructwem.
Grecja z kłopotami finansowymi borykała się wcześniej, niż to oficjalnie ogłoszono. Przy wejściu do strefy euro 1 stycznia 2001 roku wysokość deficytu budżetowego została obniżona za pomocą różnych transakcji finansowych.

Innymi przyczynami kryzysu były bardzo wysokie świadczenia socjalne oraz różne dodatki do wynagrodzenia. Swój udział w problemach finansowych państwa miała też silna korupcja. Co ciekawe, koszty pracy w Grecji były o ponad 20 proc. wyższe niż w Niemczech.
I tak w 2009 roku grecki deficyt budżetowy osiągnął 12,7 proc. PKB, czyli ponad dwa razy więcej niż planowano. Pierwsze zmiany rozpoczęły się w 2009 roku, gdy obniżono rating, przez co greckie obligacje stały się bezwartościowe.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz różne instytucje Unii Europejskiej opracowały specjalne programy pomocowe, których realizacja miała doprowadzić do znaczącej poprawy sytuacji w Grecji. Rok później wypłacano 110 miliardów euro na wdrożenie niezbędnych reform pod nadzorem UE i MFW.
Następna transza, którą zatwierdzono 22 lipca 2011 roku, miała posłużyć redukcji zadłużenia. Dokładnie 130 miliardów euro miało zapewnić środki na zmiany w systemie emerytalnym i prawie podatkowym.

Apogeum kryzysu greckiego przypada właśnie na rok 2011, gdy bezrobocie wyniosło 21 proc. W kraju rozpoczęły się wówczas liczne protesty.
Jednak po wejściu w życie drugiego programu pomocowego udało się spłacić ponad połowę prywatnych wierzycieli. Deficyt budżetowy spadł do 8 proc. Jednak po wygaśnięciu traktatu ze wsparciem finansowym od MFW Grecja okazała się być niewypłacalna.
Mimo niechęci społecznych wobec Unii Europejskiej nowy rząd Grecji przyjął warunki i zamierza zrealizować wszelkie postanowienia, jakie nałożyła na kraj wspólnota. Grecy nie są zadowoleni z utraty przywilejów, które dotychczas obowiązywały, nawet pomimo tego, iż doprowadziły do kłopotów finansowych państwa.
Dodatki otrzymywane na wręcz absurdalne potrzeby, m.in. na rozgrzanie silnika samochodu, za punktualny przyjazd na przystanek czy mycie rąk. Poprzedni rząd niewłaściwie zarządzał otrzymanym wsparciem, w wyniku czego dług ze 120 proc. PKB, jaki Grecja miała w 2010 roku, wzrósł do 170 proc. PKB.

Wprowadzone kilka lat temu cięcia w sektorze administracyjnym oraz silne ograniczenia przy przyznawaniu zasiłków socjalnych odbiły się na rozwoju gospodarczym. Małe firmy zaczęły bankrutować, a wpływy z podatków spadać. Jeśli Grecja nie przyjmie reform i nie uzgodni warunków redukcji zadłużenia, w połowie marca zbankrutuje.
Dziś ministrowie finansów strefy euro mieli przyjąć drugi, wart 130 mld euro pakiet pomocowy dla Grecji. Mieli, ale spotkanie zostało przełożone na środę. Ateny nie zdążyły się porozumieć z prywatnymi wierzycielami w sprawie zasad redukcji długu ani przyjąć kolejnego pakietu cięć, do których się zobowiązały.
Anonimowi przedstawiciele eurozony, przepytani przez Reutersa, nie kryli zniecierpliwienia rozwojem wydarzeń. Europejscy urzędnicy narzekają na niezdecydowanie i niewypełnianie zobowiązań przez Grecję. Twierdzą, że nawet przyjęcie stosownych ustaw przez parlament nie oznacza ich wdrożenia. W tym kontekście podają przykład obietnicy likwidacji 30 tys. etatów w sektorze budżetowym.
tags: #grecy #wierzyciele #prze #kryzysem