W ostatnich latach coraz częściej pojawiają się doniesienia o nieprawidłowościach w działaniach komorników sądowych oraz ich asesorów. Jednym z nazwisk, które przewija się w kontekście kontrowersyjnych egzekucji, jest Grzegorz Kubalewski. Jego działalność, często powiązana z konkretnymi kancelariami prawnymi i specyficznymi mechanizmami odzyskiwania długów, budzi wątpliwości i prowadzi do pytań o uczciwość i legalność całego procesu egzekucyjnego.
Jedna z głośniejszych spraw, w której pojawił się wątek Grzegorza Kubalewskiego, dotyczy potencjalnego wyłudzenia dopłat unijnych w podczłuchowskiej wsi Kiełpin. Rolniczka, dzierżawiąca znaczną część ziemi od Agencji Nieruchomości Rolnych, miała złożyć wniosek o dopłaty, mimo że ziemia leżała ugorem. W tym kontekście Grzegorz Kubalewski został wpisany w dokumentacji jako dozorca zajętego majątku.
Sąsiedzi ze wsi okazali się rozmowniejsi. - Kobito, popatrz - to wszystko zarośnięte, gdzie okiem sięgnąć, to jej - pokazuje starsza pani przy sklepie. - Opisać to wszystko trzeba. Taką ziemię zmarnować.
Agencja Nieruchomości Rolnych (ANR) informowała Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARMiR) o podejrzeniu wyłudzenia dopłat już w lipcu. ARMiR potwierdziła, że część podanej powierzchni nie była uprawiana, a wnioskodawca nie otrzyma pieniędzy w tym roku. Sprawą wyłudzenia w Kiełpinie zajęła się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Ziemia w Kiełpinie została wydzierżawiona przez Irenę G. od koszalińskiego oddziału ANR w 1995 roku. Stosunki między stronami pogorszyły się w 2000 roku, gdy dzierżawczyni przestała płacić. Sprawa trafiła do sądu, a umowa została wypowiedziana. ANR czeka na wyrok sądu, aby odzyskać majątek przez komornika.
- Na tę ziemię znajdą się amatorzy, mamy chętnych na uprawy ekologiczne, ale jesteśmy zablokowani - mówił szef gdańskiego oddziału ANR.

Wielokrotnie pojawia się informacja, że Grzegorz Kubalewski jest współpracownikiem kancelarii prawnych reprezentujących wierzycieli, a konkretnie Kancelarii Prawnej Sokrates z Łodzi. W dokumentacji często jest wpisywany jako dozorca zajętego majątku. Jego obecność podczas egzekucji jest zauważana przez poszkodowanych, którzy twierdzą, że to on podejmował decyzje dotyczące zajęcia majątku.
W przypadku kancelarii Kluczkowskiego to był Grzegorz Kubalewski, człowiek współpracujący z kancelarią Sokrates. Sam też prowadzi własną firmę o nazwie Kancelaria Prawna Paragraf. - Potem do mojej kancelarii przyszedł Grzegorz Kubalewski i złożył pełnomocnictwo oraz wniosek, że w imieniu wierzyciela chce uczestniczyć w terenowych czynnościach egzekucyjnych. Wierzyciel ma takie prawo (art. 850 k.p.c.). Kilka razy brał w nich udział - opowiada mi jeden z łódzkich komorników.
Kiedy śledziłam działania trzech komorników z Łodzi zawsze natykałam się na takich „dozorców”. Zazwyczaj tych samych. To oni „dbali”, by komornik majątek zajął i odebrał. - U nas zachowywał się jakby to on o wszystkim decydował. Wskazywał, co komornik ma zająć - opowiada Katarzyna Walkowska, właścicielka firmy handlującej paszami, nasionami i nawozami.
Katarzyna Walkowska, podobnie jak Radosław Zaremba, nie miała długów, ale jest córką dłużnika. W październiku 2014 roku u niej w firmie zajęto cztery samochody: trzy firmowe i jeden prywatny.
- Zajmowane pojazdy (traktor i auta) były, wbrew prawu, odbierane właścicielom i sprzedane po zaniżonej cenie łódzkiemu komisowi - Autocomplex. A potem odsprzedawane już za ceny rynkowe. Do podobnych jak ja wniosków doszedł jeden z komorników - wizytatorów, który kontrolował kancelarię Kluczkowskiego.

Wiele kontrowersji budzi sposób wyceny i sprzedaży zajętego majątku. Często pojawia się informacja o sprzedaży komisowej zamiast licytacji, co prowadzi do znaczących zaniżeń wartości. W przypadku, gdy w egzekucji uczestniczył Grzegorz Kubalewski, pojazdy trafiały do łódzkiego komisu Autocomplex.
Kancelaria Sokrates zleca komornikowi sprzedaż pojazdów drogą komisową, a nie poprzez licytacje. Tam, gdzie pojawia się Kubalewski, tam też samochód czy ciągnik komornik sprzedaje komisowi Autokompleks z Łodzi. Za ile? Jeszcze w czasie zajęcia komornik musi pojazd wycenić. Kubik robił to na poziomie 50 proc. rzeczywistej wartości. Samochód Iveco należący do Walkowskiej, kupiony w 2014 r. za 68 tys. zł, wycenił na 38 tys. zł. Ciągnik Zaremby oszacował na 40 tys. zł, czyli o 35 tys. mniej niż jego wartość rynkowa.
Komis zarabia potem na odsprzedaży zajętych aut po kilkanaście tysięcy złotych. Do tego trzeba dodać prowizję dla komisu.
Komornicy i kancelarie prawne mają nawet ekipy, które pomagają przy egzekucjach: organizują lawety, pomagają w załadunku pojazdów. Z ludźmi z takich firm jeździł na zajęcia asesor Kubik.
Proces egzekucyjny często zaczyna się od firm skupujących długi, które następnie zlecają windykację kancelariom prawnym. Te z kolei współpracują z komornikami, a w procesie uczestniczą również tzw. windykatorzy terenowi, którzy pomagają w ustaleniu majątku dłużnika lub jego rodziny. W tym skomplikowanym łańcuchu pojawia się również Grzegorz Kubalewski.
Generalnie wszystko zaczyna się od firm, które skupują długi. Potem one same albo wynajęte kancelarie prawne uzyskują klauzule wykonalności dla tytułów egzekucyjnych (wyroków sądów, nakazów zapłaty) i kierują je do współpracujących z nimi komorników. Ci wszczynają egzekucję. Potem pojawiają się współpracownicy kancelarii prawnej - nazwijmy ich windykatorami terenowymi. Oni „wyręczają” komornika w ustaleniu majątku dłużnika lub jego rodziny. A nawet jeżdżą z komornikami zajmować i odbierać ludziom rzeczy. Organizują też transport, obsługę lawet.
Jedną z takich kancelarii jest Kancelaria Prawna Sokrates z Łodzi, kierowana przez mec. Janusza Kaczmarka, która współpracuje ze 160 komornikami. Drugą jest Kancelaria Prawna GetBack z Wrocławia, obsługująca fundusze inwestycyjne, które skupują długi.
W piśmie, które dostała jedna z dłużniczek, kancelaria prawna GetBack napisała do niej, że zamierza zająć i odebrać jej majątek ruchomy, a potem powierzyć pod dozór „przedsiębiorstwu zajmującemu się przechowywaniem zajętego mienia”.
Ministerstwo Sprawiedliwości podejmowało działania w związku z nieprawidłowościami w pracy kancelarii komorniczych. Zarzuty stawiane komornikom dotyczą m.in. niedostatecznego nadzorowania pracy asesorów i nieprawidłowego prowadzenia egzekucji. Sprawy te trafiają do prokuratury, która prowadzi śledztwa.
Minister stawia komornikowi zarzuty nie kontrolowania przebiegu i wyników egzekucji prowadzonych w jego kancelarii. Chodzi między innymi o ubiegłoroczne postępowanie w trakcie, którego asesor pracujący u Kluczkowskiego zajął i sprzedał traktor nie zadłużonemu rolnikowi spod Mławy.
Zarzuty stawiane komornikowi są poważne. Od 17 stycznia do 12 grudnia ubiegłego roku wielokrotnie (minister doliczył się 78 dni) komornik bez należytego usprawiedliwienia rezygnował z nadzorowania pracy własnej kancelarii i powoływał na swojego zastępcę któregoś z pracujących u niego asesorów. - Komornik, tłumacząc się swoją rzekomą pracą w samorządzie komorniczym „wyłudzał” zgodę prezesa Sądu Apelacyjnego w Łodzi na ustanowienie zastępcy. Stanowi to m.in. przestępstwo z art. 231 kk, czyli przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków - uważa posłanka Lidia Staroń (PO).
Śledztwo w tej sprawie jest teraz prowadzone w Prokuraturze Okręgowej w Płocku. Zarzuty postawiono już asesorowi.

Sprawy takie jak te dotyczące Grzegorza Kubalewskiego rzucają światło na złożoność i potencjalne patologie w systemie egzekucji komorniczej w Polsce. Wskazują na potrzebę większej transparentności, skuteczniejszego nadzoru i ochrony praw osób, które mogą stać się ofiarami nieuczciwych praktyk.
tags: #grzegorz #kubalewski #komornik